Jutro nie będę miała lewej, dolnej szóstki... Nie mam już piątki więc dziura będzie wielka... Może kiedyś ją wypełnię... Jak wygram w Totka... Moja przygoda z ową szóstką zaczęła się w sierpniu kiedy to od żucia gumy zaczęła mnie boleć. Jestem uzależniona od gumy do żucia... Uwielbiam i mam nauczkę. Jak już poczułam zęba to w te pędy do dentysty. Miła i sympatyczna pani doktor kazał zrobić prześwietlenie i zajęła się jedynkami... A ja prześwietlenie gdzieś mam z przed roku. Po co naświetlać się po raz kolejny. Płyty nie znalazłam... Kolejna wizyta zleciała, doktorka zrobiła mi dwójkę. Jest bardzo dokładna, czysta, młoda i sympatyczna. I przede wszystkim nic nie boli. Więc ja obiecałam, że wrócę z prześwietleniem... I minął wrzesień, październik... I były inne wydatki... Aż tu nagle w niedzielę jak się nie rozszalał mój ząb ! O matko! Myślałam, że zwariuje. I w pracy najadłam się tabletek. Na noc to samo. I nad ranem znowu. Noc spędziłam na czuwaniu, a nie spaniu. I dzisiaj do miasta. Ja do jednego gabinetu, a tam nieczynne. Poleciałam do drugiego i w ciągu 15 minut miałam zdjęcie zębiska. A że się spieszyłam, bo M. czekał z małym do doktorki to ja zapłaciłam za sweet focię i nawet nie zapytałam doktora co z tym zębem. Nasza pani doktor przyjmuje w sąsiedztwie z dentystką do której chodzę. Więc jak załatwiliśmy sprawę z Krzysiem (jest przeziębiony i do końca tygodnia zostaje na syropach w domu) to ja zapukałam do dentystki. Miała wolną chwile więc się na środę umówiłam na wizytę. Mówię jej, że mam zdjęcie. To ona zerknęła. I poinformowała mnie, że nic się nie da z zębem zrobić, trzeba usunąć. Można spróbować kanałowo, ale ona nie ma dobrego sprzętu. Poleca mi pana, którego już dzisiaj odwiedziłam godzinę wcześniej i pocałowałam klamkę. Więc ja szybko sobie podumałam, że jutro zadzwonię do doktora, powiem co i jak, umówię się na środę niech zerknie na zdjęcie czy da radę ratować zęba. Moja pani przystanęła na to, ale pyta się czy boli. A jakże! A wytrzyma pani do środy? No pewnie! Pożegnałam się z nią, zaliczyłam aptekę. Zjechaliśmy do Biedronki, a mój ząb jak nie zacznie świrować... M. do mnie po zakupach, że wracamy na miasto, jedziemy usuwać. Nie ma na co czekać. Więc my do doktora u którego robiłam sweet focię. A on już dzisiaj nie przyjmuje... Pielęgniarka, która ma ze sto lat zaprosiła mnie na jutro między 8.30 a 11. więc przełknęłam gorzką pigułkę, bo zębów zacisnąć nie mogłam... Gdybym tylko poświęciła trzy minuty na rozmowę z lekarzem to było by już po problemie. A tak siedzę sobie na prochach jak ćpun i czekam do jutra...
poniedziałek, 17 listopada 2014
niedziela, 16 listopada 2014
sobota, 15 listopada 2014
Piękny dzień. Niestety skończyła się wzorowa frekwencja mojego syna w przedszkolu. Od czwartku młody jest w domu. Przeziębił się. Zaprowadziłam go w czwartek rano do przedszkola, ale zwymiotował i zabrałam go do domu. Nic wielkiego mu nie jest tylko zasmarkany jest strasznie. Ale krople, syropy i maść poszły w ruch i jest okey :) Panujemy nad katarem i nie dajemy mu się zwariować :) A dzisiaj u nas było 15 st i spędziliśmy popołudnie na podwórku. Niestety popołudnia są już bardzo krótkie, bo jak tylko słońce zachodzi to temperatura spada o kilka stopni. Mój mąż postanowił posprzątać w szopie. Ochoczo wzięłyśmy się z mamą do pomocy. I w taki oto sposób uzbierało się trochę śmieci... Trochę plastiku, troszeczkę złomu i trochę śmieci bliżej nieokreślonych... Zabawki zostały poukładane, bo to jest szopa zabawkowa i są tam chowane zabawki podwórkowe :) Także liście zostały uprzątnięte. Niestety był też bardzo nieprzyjemny moment... Z racji tego, że pogoda była ładna to wszyscy chyba we wsi wzięli się za porządki. I tak sąsiad niedaleko o godzinie 13.30 podpalił liście... Co za bezmózgi! czy tego naprawdę nie można zrobić wieczorem? Czy nikt nie pomyśli, że w tak cudownie piękny dzień sąsiad może mieć pościel na balkonie, pranie na podwórku i jeszcze okna w całym domu pootwierane! Zabrakło może około pół godziny żeby pranie wyschło na podwórku.... Najpierw pobiegłam do domu zabrać pościel z balkonu. A w domu już było czuć palone liście... Szlag mnie trafił....! I tak jest co roku...
A popołudnie spędziliśmy na lenistwie... Krzyś tylko ciężko pracował. Kupiłam mu książeczkę z literkami i chętnie zabrał się do jej uzupełniania :) Chciałam żeby popisał sobie tylko te literki które poznał w przedszkolu, ale leciał po kolei. Zdolniacha :) Tylko musimy mu kupić lampkę na biurko, bo ma trochę źle oświetlone miejsce. Jest leworęczny i o ile w dzień pada mu światło na blat biurka to popołudniu kiedy się robi ciemniej lampę ma za plecami. Nie mieliśmy za wielkiego pola popisu w urządzaniu pokoju wiec jest jak jest. A młody będzie się uczył więcej czasu spędzał na nauce. Nie mówię, że w ciągu najbliższych latach ale tak od czwartej klasy zacznie się nauka porządna. Musimy mu stworzyć przyjemny i wygodny kącik do nauki. Niech mu się kojarzy z czymś miłym a nie katorgą. No to poleciałam w przyszłość :) Na razie jeszcze nie umie czytać, a ja go już do czwartej klasy zaprowadziłam...
Jutro dzień w pracy. I nie mam książki... Musze wziąć jakieś romansidło mamy... A ja odkryłam Stephena Kinga :) I zadaję sobie pytanie dlaczego wcześniej nie sięgnęłam po jego książki? Przeczytałam na razie trzy. "Gra Gerarda", "Martwa strefa" i "Worek kości". Na razie tylko te trzy tytuły połknęłam... I jestem nadal głodna... Po Grze byłam wstrząśnięta i oburzona brutalnością. Martwa strefa mnie wzruszyła i trzymała w napięciu. A czytając Worek kości to się bałam jak cholera, ale nie mogłam się oderwać od lektury... I w poniedziałek lecę po kolejne dwie pozycje do biblio. Wybór tytułów jest całkowicie przypadkowy. Bardzo jestem ciekawa kolejnego tytułu jaki wybiorę. Myślę, że przez zimę przeczytam wszystkie książki jakie mam w mojej bibliotece. Czytając Worek kości doznawałam deja vu książkowego . Jestem pewna, że nigdy nie czytałam żadnej książki tego autora, a jednak niektóre sceny były mi dobrze znane. Może film oglądałam? W końcu powstało wiele filmów na podstawie twórczości Kinga.
Jutro niedziela także odpoczywam w pracy :)
Magadalen8
Mama Krzysia
niedziela, 9 listopada 2014
5 urodziny :)
To był naprawdę długi dzień.... Mnóstwo wrażeń i atrakcji. Krzyś nie mógł się doczekać. I wszyscy się pytali o której się urodził. O 14.15 :) Mój syn skończył pięć lat... I dopiero dzisiaj się kapnęłam, że urodził się w 20. rocznicę upadku muru berlińskiego. Dzisiaj mija 25 lat od tegp momentu. Ale 5 lat temu kiedy o 7 rano moja przyjaciólka wiozła mnie do szpitala na planowaną cesarkę to jakoś mi to do głowy nie przyszło. Do końca życia data 9 listopada będzie mi się kojarzyła z narodzinami mojego chłopca... Ale się bałam. Od tamtej pory wszystko się zmieniło... Ale jak wróciliśmy do domu ze szpitala to dopiero się zaczęła jazda... Jak przypominam sobie pierwsze tygodnie z życia Krzysia to mam ciarki na całym ciele... Ale przetrwaliśmy wszystko, wszystkirgo trzeba było się nauczyć... Nauczyć żyć ze sobą... Dzisiaj jestem szczęśliwa, że Krzyś jest dużym, zdrowym, uśmiechniętym dzieckiem. To zasługa nas wszystkich. Jest otoczony rodziną, która stara się nazwajem wspierać. Czasami cackamy się nad nim strasznie, ale wie już, że życie nie składa się tylko z przyjemności... Poza tym to nadal jest małe dziecko, nadal się czegoś boi, nadal jest mega ciekawy świata. Chcę się uczyć, poznawać literki. Cyferki już zna :) Nie może się doczekać momentu aż zacznie czytać. Ja również. Pamietam jaka dla mnie nauka czytania była ważna. Mogłam już sama czytać, sama :) Mój solenizant śpi już smacznie. Śni o garbatych aniołkach. Jutro do przedszkola. Cukierki już czekają aby poczęstować kolegów i koleżanki :) Ja też padam po dniu pełnym wrażeń...
Magadalena8
Mama Krzysia
Magadalena8
Mama Krzysia
sobota, 8 listopada 2014
Przed urodzinkowo :)
Wszystko jest posprzątane. Sałatka zrobiona, tort w lodówce. Dziecko uradowane. Nie może się doczekać i dzisiaj obdzwonił wszystkich gości jeszcze raz :) Nie pozwolił nikomu jeść sernika dopóki moja mama nie pokazała mu całej blachy z ciastem. Bo to na jego urodziny i koniec. Dopiero jutro wolno nam jeść, hehe
Pogoda była cudowna. Nie pamiętam tak ciepłego listopada. Wydaję mi się, że nas wymrozi i to porządnie. Tak gdzieś w styczniu... Jak na razie to pogoda nas rozpieszcza... Krzyś biegał po podwórku dzisiaj bez czapki i kurtki. Pojeździł też sobie na rowerku. Ale dzień jest już jednak bardzo krótki... Jak Krzyś wraca z przedszkola to za chwile robi się ciemno i nie może się bawić na podwórku. Staram się go zabierać choć na 15 minut na spacer. Na szczęście pogoda sprzyja i dzieci wychodzą w przedszkolu na podwórko codziennie. Jutro mam nadzieję że będzie ładny dzień i będzie można z dziećmi wyjść na spacer :)
Spokojnej niedzieli.
Magadalena8
Mama Krzysia
piątek, 7 listopada 2014
Przede mną dwa dni wolnego :) Jutro wielkie porządki a w niedzielę imprezka :) Piąte urodziny Krzysia :) I akurat ten dzień wypada w niedzielę. Jutro odbieram tort, zrobię sałatkę. Mama upiekła sernik. Przyjadą moje siostry z rodzinami i brat z Krakowa. Zaprosiliśmy także rodziców M. Niestety nie będzie brata M, który jest w trasie. Mam nadzieję, że młody będzie zadowolony. Ciężko mi uwierzyć, że Krzyś zaraz skończy pięć lat...
A ja przetrwałam w pracy dwa dni. Sama zaproponowałam takie rozwiązanie, bo chciałam mieć także wolną sobotę. I tak dzisiaj po dwóch dniach znowu wróciło to uczucie, że ja nie chcę już tam pracować... Na chwilę się to we mnie uspokoiło, bo skończył się sezon, zmniejszył się ruch w sklepie... Ale potrzeba zmiany w moim życiu jest nadal... I przybiera na sile... Umowa kończy mi się 22 grudnia. Na razie nic szefowa nie mówi czy przedłużą mi ją czy nie. To moja trzecia umowa i powinna być już na czas nieokreślony... Ostatnio jechała ze mną do pracy znajoma, dawno się nie widziałyśmy. I trochę pogadałyśmy. I byłam bardzo zaskoczona tym ile ona zarabia, ile zarabiają jej koleżanki. Pracują także w sklepie.... Ta rozmowa tylko mi oczy otworzyła na to jak bardzo jestem wykorzystywana... Ja, bo mojej koleżance z którą pracuje chyba to odpowiada... Takie pracowanie za marne grosze.... Przeglądam oferty, muszę się za czymś rozejrzeć. Ale jeśli zaproponują mi przedłużenie umowy to chcę mieć większe pieniądze. Jeśli nie to na nich świat się nie kończy...
Magadalena8
Mama Krzysia
niedziela, 2 listopada 2014
Nadszedł listopad... Minęło Święto zmarłych... W tym roku zapaliliśmy świeczki tam gdzie chcielismy, tam gdzie trzeba było... Lubię cmentarz nocą... Jest taki magiczny... Taki przejrzysty... Wszędzie się świeci... Choć w tym dniu wszyscy pamiętają... Staram się uczulić Krzysia na piękno cmentarza w tym dniu. Chociaż mam wrażenie, że on nie bardzo rozumie to co ja chcę mu pokazać... Może jeszcze ma czas...
A u nas dom był pełen ludzi... Przyjechały siostry ze swoimi rodzinami. Było gwarno i tłoczno. Jak zwykle... A dzisiaj jadąć do pracy pomyślałam, że czas się zatrzymał... Bo kiedy opadły już prawie wszystkie liście z drzew to jest jedno miejsce przez które przejeżdżam bajecznie kolorowe... Zauważyłam to dopiero w tym roku, a jeżdżę tamtędy trzeci rok.... Urzekło mnie tych kilka kolorowych drzew... Jak mi niewiele do szczęścia potrzeba :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)