niedziela, 6 grudnia 2015

.....

Trzy lata temu gdzieś tak przed świętami moja siostra Ala poinformowała nas z mężem, że jest w ciąży. Z bliźniakami. Szok, niedowierzanie i wielka radość. A także strach... Bo Antoś miał dopiero 8 miesięcy. Szybko kolejna ciąża, a przecież ta wcześniejsza zakończyła się cesarką. Że wszystko tak szybko... Dzieciaczki urodziły się zdrowe, w terminie. Są niezłymi 2,5-letnimi łobuzami :)))) A zmierzam do tego, że wczoraj cała rodzina dostała zdjęcie z USG :))) Moja siostra znowu jest w ciąży :) Matko kochana... Szok, niedowierzanie... O ja... Czwarte dziecko... O jakże jej zazdroszczę... A ta durna płacze... Obydwoje mają stałą pracę, na państwowych stanowiskach. Oprócz tego szwagier gra na weselach. I jeszcze 2 tysiące dostaną jak tak bardzo rząd obiecuje ;) Nie ma co płakać. Trzeba się cieszyć. Także dziewiąte dziecko w rodzinie jest w drodze :))) 


Magadalena88

czwartek, 3 grudnia 2015

Dużo czasu....

Mam dużo czasu... Jestem bez pracy tylko kilka dni... I sprzątam... Gotuję pod czujnym okiem mojej mamy... Uporządkowałam dokumenty. Dwie godziny mi to zajęło, ale się udało... Odprowadzam i przyprowadzam Krzyśka do i ze szkoły. Mam dla niego czas. I tak wczoraj graliśmy w domino całe popołudnie :) 
Mam duzo czasu... To rozmyślam... Bez przerwy... O wszystkim... I tak kolejny początek przede mną... Stąd też nowy szablon. Jasny. W końcu dość ponurych dni. Trzeba iść do przodu. Wypatruję końca roku. Ten wcale nie był najgorszy, ale chcę żeby już się skończył. Chcę żeby nowy był dużo lepszy niż poprzedni... Końcówka roku nas trochę dobija... Moja utrata pracy, mamy operacja. I te pogrzeby. Niby człowiek zdaje sobie sprawę ze wszystkiego, ale mimo wszystko zderzenie z rzeczywistością jest bolesne...

Ale już dość tych smutków. Co przede mną? Wszystko przyjmę. 

A dzisiaj szał zakupów :) w niedzielę Mikołajki. Trzeba zrobić dzieciom paczki. A popołudniu wywiadówka. No ciekawa jestem co tam pani powie o Krzyśku...


Magadalena88
Mama Krzysia

wtorek, 1 grudnia 2015

Śmierć...

Śmierć jest nieodłącznym elementem naszego życia... niestety bardzo smutnym i bolesnym. W samym tylko listopadzie w mojej rodzinie było trzy pogrzeby. Wszystkie po stronie mojego taty. Jeden wujek w wieku 42 lat, drugi miał 62 i ciocia która miała 84. Tego pierwszego córka chodzi z moim Krzysiem do klasy. Drugi był bardzo chory. A ta ciocia mieszkała w Katowicach i mogłam ją widzieć będąc małym dzieckiem. W sobotę był pogrzeb jednej pani, która prowadziła restauracje niedaleko mojej byłej pracy. Przychodziła do mnie na zakupy. W mojej miejscowości jutro jest kolejny pogrzeb... w tym roku już chyba 7. Chłopak, młody 30 lat. Dwa miesiące temu się ożenił... pamiętam go z podstawówki. Uległ popażeniu w swoim garażu. Płomień było widać u nas z okna. Bo przecież niedaleko mieszka. Bo przecież cześć mu mówiłam, bo przecież znam jego brata. Bo przecież to się zdaje niemożliwe... I ja która na temat śmierci jestem bardzo wrażliwa. Po prostu to przeżywam. Nie mogę przejść do porządku dziennego. Jutro pogrzeb, dzisiaj różaniec. A dzisiaj jeszcze tyle spraw do załatwienia. Jednak myślę. Myślę o Grześku, którego pożegnamy jutro, myślę o pani Malinie jakże cieplej i otwartej osobie, która przychodziła po ciasteczka, a z którą rak się rozprawil w ciągu 8 tygodni. Myśmy o Andrzeju, który mnie zawsze witał słowami cześć młoda. Myślę o wujka Tadku, który zawsze był śmieszny, a w którym choroba wszystko zabiła na długo przed śmiercią. Myślę o cioci, siostrze dziadka, z którą nie miałam nic wspólnego poza genami. Myślę o tych wszystkich, którzy odeszli w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Myślę o tacie, który przyśnił mi się w okropnym śnie. Myślę o jednym i drugim dzidziu. I mimo tego, że minęło dużo czasu, że jestem dorosłą kobieta, że dobrze wiem, że śmierć jest elementem naszego życia. To tak strasznie mi dzisiaj ciężko...

Magadalena88

sobota, 28 listopada 2015

Moja mama wczoraj wróciła ze szpitala. W ogóle w czwartek po zabiegu jak ją odwiedziłam po południu to była szczęśliwa, że ma to już za sobą. Teraz będzie już tylko lepiej :) Mama po domu porusza się o kulach. Łóżko zostało specjalnie podniesione na nóżkach. Wymieniliśmy kabinę w łazience. Jutro pojedziemy po umywalkę. Będzie dobrze :) Musi być. Mama szybko wraca do formy. Oczywiście pewnych rzeczy sama nie zrobi. Teraz role się odwróciły i to ja muszę się zająć nią, a nie ona mną. 


Dzisiaj byłam ostatni dzień w pracy. Miałam iść jeszcze w poniedziałek, ale odpuściłam... To temat na osobny wpis. Ale nie wiem czy w ogóle taki powstanie. Wylałam całą żółć mojej przyjaciółce i troche mi lżej. 


Trzeba patrzeć przed siebie...

Magadalena88
Mama Krzysia

wtorek, 17 listopada 2015

Jutro...

Jutro odwozimy z M. moją mame do szpitala... W czwartek czeka ją operacja... Wymienią jej biodro... Strach mamy udziela się nam wszystkim. Ja od kilku dni chodzę poddenerwowana... Jeszcze jak mam zajęcie to ok. Nie myślę wtedy. No, boję się. Jakby nie było to jest operacja. I boję się tego jak mama będzie się czuła po... Najbardziej obawiam się tego, że mama się zablokuje i nie będzie chciała chodzić... Mimo wszystko już od dawna tłumaczę jej, że jest jeszcze młodą kobietą i musi chodzić... Nie ma wyjścia...


A dzisiaj dowiedziałam się, że od grudnia nie mam pracy. Moja umowa kończy się ostatniego listopada. I wiem, że mi jej nie przedłużą... Bo mój szef nie ma pieniędzy... Typowe dla szefów... Oni nigdy nie mają pieniędzy... W zasadzie spodziewałam się takiego rozwiązania... Czy jest mi szkoda? Trochę tak. W końcu trzy lata to jednak kawał czasu... Przyzwyczaiłam się. Moja kochana Ela napisała mi" pierdol to. najgorzej to się przywyczaić" Wiem, że nie raz psioczyłam. Ale taki układ pracy mi odpowiadał. Szef mi powiedział, że w marcu mnie zatrudni... Tak przed sezonem. A pierdol się. Mam nadzieję, że szybko coś znajdę. Chciałabym napisać cokolwiek... Ale nie chcę robić czegokolwiek! Nie chcę być wykorzystywana! Co ja mam ze sobą zrobić? Może zrealizuje pomysł męża i sama coś otworze. Ah... Zobaczymy. Na razie jeszcze mam dwa tygodnie do końca umowy. I mama idzie do szpitala. Przynajmniej będę miała czas się nią zająć. I dzieckiem. Przecież dam radę! 

Magadalena8
Mama Krzysia

środa, 11 listopada 2015

Urodziny :)

W sobotę odbyła się urodzinowa impreza Krzysia. Mój mały synek skończył sześć lat... Kiedy? Gdzie to tak uciekło? I w poniedizałek moja koleżanka urodziła córeczkę :) Także mamy dzieci urodzone w jednym dniu :)




Była cała rodzina. Wszystkie moje siostry z rodzinami. Mój brat przyjechał z Krakowa. I Marcina brat był z żoną i swoimi córkami. Także rodzice M. przyszli z najmłodszym synem. I moja babcia. Nie mogła opuścić imprezy. Jednak siedziała osowiała. Niczym się nie częstowała. I nic nie mówiła. Nie podobne to do niej... Ale i tak ważne, że była. Jako jedna z czterech prababek Krzysia pamiętała. Ale nie mam pretensji do reszty. W końcu moja babcia mieszka po sąsiedzku i widujemy się codziennie. Trudno byłoby aby się nie zorientowała. Poza tym to jest dla niej też okazja aby się spotkać z wnukami i prawnukami.

 Dzieci było sztuk 10... I tylko dwoje nie chodzących. Zamieszania było sporo, ale daliśmy radę. 
Brat M. nie widział mojego rodzeństwa z dziećmi ponad rok. Więc było  o czym rozmawiać i czemu się dziwić :) W końcu cudze dzieci szybko rosnął. 

Oczywiście nie zabrakło prezentów. Krzyś dostał gry planszowe także długie, jesienne wieczory będzie czym wypełnić. Poza tym mnóstwo słodyczy, ubrań i globus, który był najlepszy. My, dorośli jak dzieci dorwaliśmy się go :) Mieliśmy frajdę. Pamiętam nasz globus z dzieciństwa. Tato nam opowiadał o świecie, pokazywał państwa i uczył krain geograficznych. 

A teraz mój synek jest już dużym pierwszakiem. Ma sześć lat. A to już nie byle jaki wiek ;)

Ehh rośnie to moje dziecko :)



Magadalena88



środa, 4 listopada 2015

Listopad...

Przychodzę dzisiaj po Krzyśka do szkoły, a jego klasa była na placu zabaw. Byli z panem dyrektorem, bo ich pani jest chora. I wszystkie dzieci były w krótkich rękawkach... Taki mamy listopad. Piękny, słoneczny. I mroźny w nocy. Ale obuwie, kurtki mamy kupione więc śnieg może padać. Tylko jeszcze opony musimy zmienić... 


Dzień Wszystkich Świętych spędziliśmy w tym roku inaczej. Oczywiście z samego rana pojechaliśmy na cmentarze. Zapaliliśmy świeczki. Z roku na rok grobów przybywa, kupujemy coraz więcej zniczy... I oczywiście wieczorem także odwiedziliśmy cmentarz. A rano wyruszyliśmy w góry... Odwiedziliśmy Połoninę Wetlińską. Dosyć dużo ludzi było na szlaku. O 11 byliśmy pod szczytem. Pogoda była cudowna :) Ale spóźniliśmy się o jakiś tydzień i już nie było bajecznych kolorów. Ale i tak warto było. Krzyś dzielnie maszerował. Był zmęczony, ale powolutku doszliśmy :) Naprawdę mamy już duże dziecko. Na górze strasznie wiało, ale widoki wynagrodziły nam wszystko. Krzyś był bardzo zaskoczony, że ze szczytu widać zaporę w Solinie. Ja naładowałam baterię na całą zimę. Cudownie było tam być. I dlaczego nie robimy tego częściej? Mamy już zaplanowaną kolejną wycieczkę :) Może za tydzień? :)














Magadalena88