piątek, 19 sierpnia 2016

Czas leci.

Czas nam leci. Oj leci. Już prawie koniec wakacji. Za chwilę znowu szkoła. Sezon się kończy. To akurat cieszy. Chociaż te dwa miesiące będę także męczące. Marcin wrócił po dwóch tygodniach. Dwa tygodnie temu :) zadowolona jestem i szczęśliwa że mam go już obok siebie. Nie chce tych pieniędzy tylko męża w domu :) na razie kupka się zbiera. M cały czas ma ręce pełne roboty. Także czasu żeby coś zrobić koło domu na razie brak. Ale powoli szopka też powstanie. Na razie się śmiejemy, że drzewo w lesie, a węgiel w kopalni. No ale jak chce mój mąż zgromadzić opał na zimę to najpierw musi mieć miejsce żeby to poskładać.
Czuć już jesień. Dzień jest coraz krótszy. Poranki zimne. Zawsze najbardziej zauważam zmianę lata w jesień. A jeszcze miesiąc lata. Jednak jesień się wkrada.
Praca. Hm praca nie męczy. Męczy mnie atmosfera jaka tam panuje. Dziewczyny robią sobie na złość. Jakieś dziwne, głupie zachowania. Jakieś głupie docinki. Dziwne to jest tam wszystko. Byle do końca października. Postaram się nie zwariować.
Magadalena88

sobota, 23 lipca 2016

Adaś :*

Adaś jest już z nami :) wczoraj moja siostra urodziła chłopca. Czwarty syn do kolekcji :) zdrowy. Wszyscy zadowoleni. To już jest 9 dziecko w rodzinie. A emocje ogromne. Do tego się nie da przywyknąć. Każdemu porodowi towarzyszą niesamowite emocje. Myślałam, że będę po ścianach chodzić zanim dostałam zdjęcie małego :) cudny jest. Podobny do braci. Najważniejsze , że jest zdrowy, że cc przebiegło bez komplikacji. Siostra czuje się dobrze. Ostatni miesiąc praktycznie spędziła u nas. I była nie do zniesienia. Mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej.

Magadalena88

czwartek, 14 lipca 2016

No i pojechał...


Pojechał mój mąż do Belgii. Tam go jeszcze nie było. W niedzielę facet zadzwonił, a wczoraj pojechał. Dzisiaj już był w pracy... Pojechał... Bo dach trzeba zmienić, studnie wykopać, ogrodzić działkę, nową szopę trzeba postawić... A przecież nie zarobi tego w miesiąc... Krzyś był trochę zły, że jedzie. Ja sobie powiedziałam, że to tylko kilka miesięcy... To nie na zawsze...


W pracy sezon w pełni...Ludzi mnóstwo... Wszędzie... Kiedy jadę na pierwszą zmianę wstaję o 6. To nie jest moja mocna strona. Kiedy mam drugą zmianę to o 22 jestem w domu. Dobija mnie to późne wychodzenie ze sklepu. Że dopiero jak się sklep zamknie to można cokolwiek ogarnąć. Wcześniej się po prostu nie da... Ale co jest bardzo dziwne i mnie zaskakuje to, to że nie męczą mnie ludzie. A zdarzają się przeróżne sytuacje. Dzisiaj np jedna pani się mnie zapytała czy może zostawić telefon żeby sobie podładować. Poprosiłam ją żeby powtórzyła. A kiedy ja odpowiedziałam, że nie można to pani zapytała dlaczego nie? Rozbawiła mnie strasznie :) No, bo do rachunku też by się dołożyła, czy miałabym jeszcze odbierać telefony. Nie mamy takiej usługi w sprzedaży :) ta sytuacja była zabawna. Zdarzają się mnie przyjemne. Ale ja podchodzę do tego z dystansem, no nie przejmuje się. Dziewczyny komentują, ja zapominam. Na prawdę nie biorę nic do siebie. Ale to chyba dlatego,że przez pół roku zdążyłam odpocząć od ludzi. I jeszcze mnie tak nie wkurzają :) 


Magadalena88

piątek, 1 lipca 2016

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma...

Praca... Sezon uważam za rozpoczęty. Ludzi coraz więcej. Kupują. Lubię pracę w sklepie. Lubię obsługiwać i rozmawiać z ludźmi. Lubię układać towar na półkach, nawet lubię dokładać wędliny. Ale, ale musi być. Nie tęsknię za poprzednim miejscem pracy. Tylko tam byłyśmy we trzy. Nie było problemu z dogadaniem zmian. A tutaj jest problem. Nie chce przytaczać całej sytuacji, która mnie męczy okropnie. I zniechęca. Niestety... Mój M ma chyba rację mówiąc, że tak jest zawsze w firmie, gdzie pracuje więcej niż dwie osoby. Przyszłam tam na pół roku. Pomóc przetrwać sezon. Była propozycja żeby zostać na zimę, ale w takiej atmosferze raczej pracować nie będę. Nie myślę o tym co będzie w październiku. Trzeba przetrwać sezon.

Co do naszych planów wakacyjnych i zwiedzania nic na razie z tego nie wychodzi. W niedziele noga mi spuchla tak, że ledwo chodziłam. Ugryzła mnie muszka w czwartek, a noga zaczęła mnie boleć w niedzielę. Maść i wapno pomogły. Poza tym już drugi tydzień jest u nas moja siostra z dziećmi. U nich remontują łazienkę. Chcą zdążyć zanim się urodzi Adaś :) i mamy wesoło :) zero spokoju, ale Krzyś ma się z kim bawić :)

I jeszcze muszę napisać o naszych chłopakach. Wczoraj prawie serce mi pękło jak nie było gola dla nas. Ale to i tak są mistrzowie :D Historia działa się na naszych oczach! Przeogromny sukces! Nikt się tego nie spodziewał. Dostarczyli nam wiele radości swoimi występami. Strasznie to wszystko przeżywałam. Ja i  M, i Krzyś :) nasza drużyna jest najlepsza! Jesteśmy jedną z ośmiu najlepszych drużyn w Europie! Nikt już nam tego nie odbierze :)

Magadalena88

wtorek, 14 czerwca 2016

Zdjęciowo :)

Właśnie dzisiaj zapragnęłam coś napisać. Dodać zdjęcia. Ale na razie zastrajkował trochę komputer. Może dlatego, że dawno nie był uruchamiany. Ale spróbuję. Mimo wszystko :) 

Za chwile koniec roku szkolnego. Krzyś będzie miał pierwsze prawdziwe wakacje :) Dosyć dużo się dzieje u nas. Już ponad miesiąc jak pracuję, a jeszcze nie mogę się jakoś ogarnąć ze zmianami. Niby na wszystko mam czas. Ale gdzieś bardzo życie nabrało tempa. Ale przecież miały być zdjęcia :) Niestety panujący bałagan na moim telefonie nie pozwolił mi przerzucić wszystkich zdjęć na komputer, które chciałam dodać... Ale spróbuję :)




 Energy Ladia :) Krzyś i jego groźna mina :)




 Krzyś i koledzy z klasy. 





 Było z nami kilka dziewczyn z gimnazjum i one skorzystały ze wszystkich ekstremalnych atrakcji :) W tle jeden z takich wariatów... 




Moi chłopcy po dotarciu do Jeziorek Duszatyńskich. Wycieczka miała miejsce w zeszłą niedziele. Nie trudny szlak, ale daleki. Około czterech kilometrów trzeba było przejść, aby zobaczyć....




.... przepiękny widok w środku lasu :) 
Dobrze, że miałam się na czym podeprzeć. Niestety góra nas pokonała. Chcieliśmy wyjść jeszcze wyżej. Zostało nam około godziny na szczyt. Ale Krzyś chciał wracać. Był po sobotnim turnieju w piłkę nożną :) To tak w związku z tym, że jednak dużo się u nas dzieje :)





Tutaj już niedzielna wyprawa na Sobień. Jest to niewielkie wzgórze położone na drodze między Leskiem, a Sanokiem. Ale trzeba się kierować na Załuż. Za szczycie wzniesienia znajdują się ruiny pewnie jakiejś obronnej fortecy. Na samej górze jest taras widokowy, z którego można podziwiać rzekę San. 


Mamy takie postanowienie na te wakacje, że chcemy jak najwięcej zobaczyć. Zaczynamy własnie od naszych Bieszczad. Jeśli pogoda dopisze to w niedzielę uderzymy na Małą Rawkę :) Krzyś chętnie z nami maszeruje. Ma dużo lepszą kondycję niż w zeszłym roku. Myślę, że to w głównej mierze zasługa treningów w piłkę. Pan trener nie ma dla nikogo taryfy ulgowej. A cała grupa się świetnie przy tym bawi. Poza tym nam także przyda się odrobina ruchu :))) 


Miały być jeszcze zdjęcia z zapory w Myczkowcach i łazienka oczywiście. Ale niestety te zaginęły gdzieś w telefonie. Nie mogę ich znaleźć... :(

Lecę... Kolejny mecz się zaczął :) Oglądamy wiernie. Śledzimy wyniki :))) Nasze białe auto przybrało barwy narodowe. Lusterka są biało-czerwone, a za oknem powiewa flaga. I z racji tego, że nie mamy barierki za balkonie to flaga powiewa przywiązana do ... anteny satelitarnej :) A co? da się? Pewnie, że się da :) Trzyma kciuki za naszych chłopaków. Gdziekolwiek zakończą rozgrywki to i tak wielki sukces :))) 


Magadalena88

sobota, 28 maja 2016

Czas leci. Drugi, długi majowy weekend mija mi na opiece nad dziećmi. Bliźniaki są u nas już drugi dzień. Siostra z mężem i najstarszym synem bawi dzisiaj na weselu. Moja siostra jest świadkową, a szwagier starostą. A wesele pod Krakowem więc dzieci zostały u nas. Pogoda dopisuje, a dzieci dokazują ;) W mojej poprzedniej pracy wolne w trakcie Bożego Ciała byłoby niemożliwe. A w mojej nowej pracy nie ma problemu. Wiem , że sezon się dopiero zaczyna i czeka mnie ciężka praca, ale jakoś ze spokojem podchodzę do tego. Będzie dobrze.
Poza tym wiele się działo. Remont łazienki dobiegł końca. Zdjęcia czekają na wstawianie. Efekt końcowy bardzo nas zaskoczył :) pozytywnie oczywiście :) mamy pewne plany co do dalszego remontu. Niestety moja kuchni musi poczekać. Najpierw dach i elewacja. Chcielibyśmy zagrodzić działkę. Widzę już oczami wyobraźni fajny taras i fajny ogród. Niestety dotychczasowe rośliny muszą zniknąć. Są za blisko domu. Kiedy były małe to ok. Niestety z biegiem lat się bardzo rozrosły. Mama się boczy, że szkoda. Ale jak jej przedstawię plan na nowy ogród to powinna być zadowolona ;)
A także byliśmy  z Krzysiem na wycieczce szkolnej. Zdjęcia też czekają. Byliśmy w Energy Landi. Polecam każdemu. Oczywiście mamy wszędzie daleko. Ale daliśmy radę. Zabawy i radochy było bez liku :) Krzyś nie chciał korzystać z niektórych atrakcji, ale kiedy spotkał się z kolegami to nagle nabrał odwagi :)) dobrze się bawiliśmy :)
I razem z mężem odliczamy dni do Euro. Ja po cichu też do igrzysk :) bardzo lubię te sportowe święta :) mam zamiar kibicować :) chcę żeby Krzyś w tym uczestniczył. Kopie trochę piłkę to niech wie kto z kim gra.

Magadalena88
Mama Krzysia

poniedziałek, 16 maja 2016

Ząb :)

Oj z zębami to mieliśmy zamieszania trochę ostatnio. Krzyś ma aż antybiotyk. Podeszła mu ropa w zeszłym tygodniu. M pojechał z nim do dentysty. Tam gdzie byliśmy kiedyś. Ale nie dał nic zrobić. Zęba trzeba było rozwiercić. Krzychu się bał. Uciekał z fotela. Doktorka się poddała. Dała mojemu mężowi namiary na dentystę w sąsiednim mieście. Pojechali. I to był strzał w dziesiątkę. Facet ma olbrzymie doświadczenie jeśli chodzi o pracę z dziećmi. Każdy dentysta powinien mieć takie fajne podejście do dzieci jak on. Krzyś dał zrobić sobie wszytko. Jak wyszedł z gabinetu to stwierdził że dobrze że się tamtej pani nie dał :) a dzisiaj wypadła mu jedynka :) pierwsza :) z moją małą pomocą :) ząb ruszał się już jakiś czas, ale nie dawał się tknąć mój syn. Taki już jest. Bojaźliwy. A dzisiaj był dumny :)) ja też :) i wróżka przyjdzie :)

Magadalena88