Jest 9. Niedziela. Właśnie odbyłam 20 min spacer. Słyszę jak zegar na wierzy kościoła wybija pełną godzinę. Za mną płynie rzeka San. O tej porze niesamowicie spokojny. Cudowny poranek. Jestem w pięknym miejscu o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Mimo tego że niedaleko chodziłam do szkoły średniej. Moi chłopcy poszli na basen. I właśnie obok basenu jest zrobione boisko do piłki, do siatki, mnóstwo ławek i stolików. Wszystko pięknie zagospodarowane. Słyszę śpiew ptaków, rozkoszuje się tym dźwiękiem. Słońce pięknie mnie grzeje. Mam ze sobą książkę. Została mi jeszcze godzina dla mnie.
niedziela, 12 maja 2019
wtorek, 5 marca 2019
Grudzień, styczeń, luty... I pewnie marzec
Jestem cały czas... Na telefonie. Zaglądam. Czytam te wpisy, które się ukazują. Ale jest ich tutaj coraz mniej. Chyba wszystkie blogi przeniosły się na insta. Samej nie chce mi się czytać długich wpisów. Mam wrażenie, że nie ma już blogów o takim zwykłym życiu. Prawie wszędzie ktoś coś reklamuje, poleca... Ale to tylko moje odczucia...
Trzy ostatnie miesiące minęły bardzo szybko. Grudzień obfitował w spotkania towarzyskie. A dzisiaj znowu spotkanie. Minęło 3 miesiące. Wróciliśmy z imprezy. Styczeń upłynął nam na czytaniu lektury. W lutym urlop, ferie i czas spędzony z Krzysiem. A marzec? Marzec to czekanie na wiosnę, która przychodzi dopiero teraz. I ma wysokie temperatury. W pracy czekają nas zmiany. Ma przyjść nowa dziewczyna. Ma pomóc mi przy kompie. Ale czy ja tego chcę? Rok zajęło mi ogarnięcie wszystkiego. Nie wiem czy mam ochotę się tym dzielić. Wygodnie jest mi pracować od 8 do 16. Ale trzeba poczekać i poznać nową koleżankę.
czwartek, 6 grudnia 2018
Listopad...
Magadalena88
wtorek, 30 października 2018
Kolejny miesiąc się kończy. Jaki był październik? Szybko zleciał. Przywitał nas piękną pogodą i taką nas żegna. Byliśmy na szlaku. To był chyba najpiękniejszy weekend od miesięcy. Ludzi mnóstwo. Wybraliśmy mało znaną ścieżkę. I to był strzał w dziesiątkę! Mało ludzi na szlaku. Za to dużo rodzin z dziećmi. Przyjemna i krótka trasa. Jednak trochę źle odczytaliśmy drogowskaz i trochę dołożyliśmy drogi ;) Był prowiant więc nie było się czego obawiać. Sił nam wystarczyło :) to był fajny dzień. Dobrze wykorzystany czas razem. A kilka dni później padał już śnieg. Jak było bardzo zimno. A dzisiaj ponad 20 st. Chciałam zrobić jeszcze podsumowanie września, ale mało co z niego pamiętam. Urodziny u siostrzeńca, byliśmy na weselu u znajomych, Krzyś zaczął kolejny rok szkolny. Odważył się i jeździ na basen ze szkoły. Albo dorósł. Kurcze za kilka dni kończy 9 lat! Mój mały chłopczyk. Który nie przypomina już maleństwa... właśnie na niego czekam, bo ma trening w piłkę. A my pracujemy i mamy się dobrze. Skończyły się też moje babskie wypady, bo jedna koleżanka już urodziła córeczkę, a druga jeszcze czeka na synka :) Swoją drogą to będę bardzo rozrywkowe dzieciaczki, bo długie godziny spędziłyśmy w pubie :)
Magdalena88
czwartek, 23 sierpnia 2018
30
Minął już prawie miesiąc od moich urodzin. Nigdy w życiu nie myślałam tak intensywnie o urodzinach. Zmiana kodu to wywołała. Od kilku miesięcy myślałam co to będzie? Wszyscy dookoła powtarzali, że nic nie będzie. A ja robiłam jakieś podsumowania, jak nigdy. Im bliżej tym gorzej. Miesiąc przed to już świrowałam. I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień moich 30 urodzin. I zaczął się od smsa. Moja koleżanka z dzieciństwa wysłała mi piękne życzenia! I te życzenia sprawiły, że ja miałam doskonały humor! I to był taki fajny dzień. Taki miły! Mnóstwo telefonów, życzeń. I prezentów. Od M dostałam piękny zegarek. Od dziewczyn bransoletkę, łańcuszek i książkę. W paczce przyszedł przepiękny kalendarz. Siostra zadzwoniła i jej dzieciaczki zaśpiewały mi sto lat. To było takie urocze. Dwie siostry przyjechały. Taki zwykły niezwykły dzień. Bo samochód się zepsuł, a o 15 musiałam być w domu, bo geodeta miał być... I M musiał po mnie przyjechać. I tak dzisiaj sobie myślę, że przecież nic się nie zmieniło. Najlepszy był mój siostrzeniec, Antek. Jakiś czas temu zapytał mnie ile mam lat. To ja mu odpowiedziałam, że jeszcze 29 :) i w dniu urodzin pyta mnie: ciociu to ile masz lat? I jak już na głos powiedziałam, że 30 to też mnie szlag nie trafił. Także jestem już po trzydziestce, ale tyle co :)
Magadalena88
sobota, 14 lipca 2018
Kraków...
Piszę na raty. Zbieram się kilka dni. A później pustka w głowie... Zbliżają się urodziny... A ja łapię się na tym, że podsumowuje... Jak nigdy. Jakieś przemyślenia się wkradają... Stabilizacja... I szaleństwo... Gonitwa myśli... I spokój... Chęć na coś.... Cokolwiek... I znowu zwolnienie biegu... Praca... W którą wsiąkam... Przepadam... I wystawienie twarzy do słońca... Chęć spędzenia każdej chwileczki z Krzysiem... I okropna świadomość, że już mnie tak bardzo nie potrzebuje... Świadomość tego przemijania... Właśnie wpadam w dół, a zaraz wzbije się w radość... Ciągłe paradoksy... Chęć otaczania się pięknymi ludźmi... Poczucie bezpieczeństwa. Jutro jest takie przewidywalne.... A kiedy coś zaplanujesz to wszystko może się rozwalić... Każdy plan, marzenie, pragnienie... I w końcu wychodzi, że nic nie zaplanujesz tak jak tego pragniesz... Bo nie jesteś na bezludnej wyspie... Tylko są dookoła inni... Piękni, fajni i całkiem do dupy ludzie...
Mniej więcej tak wygląda moja gonitwa myśli... I chudnę. Wiec myślę, że hormony się stabilizują choć trochę. Może to jest recepta na moje zdrowie... Ale też sobie tłumaczę, że te przemyślenia to właśnie przez hormony ;)
Dziecię me w pokoju obok. Z kuzynką. Już późno, a im gębulce się nie zamykają... Mąż poszedł na balety. Tak, mój ślubny wybył na męski wieczór. Nawet chciałam go zawieźć. Ale brat to zrobił. A co się może stać? Opiją się wódy, objedzą karkówki, opalą trawy. No może jeszcze dadzą sobie po pyskach :) Ale może w końcu się otworzy na jakieś znajomości... Jakiekolwiek...
A ja słucham muzyki. Odpoczywam... Już dawno tak nie było...
Magadalena88
niedziela, 17 czerwca 2018
Kiedy pisałam miesiąc temu...
W pracy młyn... Jesteśmy tylko we trzy... Szef i szefowa pomaga, ale to i tak mało... W tamtym roku o tej porze było nas sześcioro... Nie mogą nikogo znaleźć do pracy... Masakra jakaś...
No i po komunii. Krzyś zadowolony. Ja szczęśliwa, że mamy to już za sobą. Goście dopisali, pogoda też. Szybko w kościele poszło. Wzruszenie mnie dusiło. Ale przeżyłam... :) Krzyś dostał kasę, pieniążki, gry, pamiątki. I po komunii telefon. Byliśmy na wycieczce w Przemyślu. Piękne miasto. Dużo atrakcji. No i zahaczyliśmy o Arłamów :) Widzieliśmy piłkarzy :) Mega przeżycie. Krzyś widział swoich idoli :) Oczywiście kibicujemy, oglądamy mecze. Jeszcze tylko flagę na balkon musimy powiesić. Ba nawet mam gumki biało czerwone na aparacie. Szaleństwo :)
Połowa czerwca... Nie byliśmy w górach... Na żadnym szlaku. Serce pęka... Zawsze coś... Przemęczeni jesteśmy cholernie. Dzisiaj niedziela. Siadam trzeci dzień żeby napisać. Myśli ulatują z głowy... Słucham Goldplay... Chłopaki obok oglądają tv. Spokój... Tak bardzo nam potrzebny... Pędzimy... Nie wiadomo gdzie... A dzisiaj niedziela bardzo spokojna, tak bardzo nam potrzebna... Bo od jutra znowu wpadniemy w wir... Ale mimo wszystko jesteśmy szczęśliwi :)))
Magadalena88




