poniedziałek, 10 lutego 2020
Ból
poniedziałek, 28 października 2019
Zmiany....
Nie pochodziliśmy po Bieszczadach. Zmęczenie brało górę nad nami i jak już przychodziła niedziela to woleliśmy pobyć w domu. W trójkę. Bo Krzysiu też tak pozostawiony trochę sam sobie...Ale jak już wybraliśmy się na wycieczkę to zrobiliśmy 20 km i zajechaliśmy siebie i nasze dziecko... Ale jakże było warto. Dla tych widoków, dla tych towarzyszących emocji. I spotkaliśmy się z mega życzliwością na szlaku. Kiedy Krzyś miała kryzys przez to, że go buty obtarły. Plastry nie na wiele pomogły. I wtedy jeden z turystów zagadnął nas, chciał Krzysia poczęstować batonem. Jak usłyszał, że buty go obtarły to zaproponował plastry. Grzecznie podziękowaliśmy, bo wszystko mieliśmy. Drugi widząc płaczące dziecko także się zatrzymał. Także zaproponował plastry. Pocieszył nas, że najważniejsze,że to nie zwichnięcie... Kto by takiego kloca zniósł na dół... Wiele wycieczek za nami i wiele razy spotkaliśmy się z tym, że fajnie, że młody jest z nami. Te nasze wycieczki to nie tylko widoki. To możliwość spędzenia czasu razem, to czas na wspólną rozmowę. I także pokonywanie barier i granic w głowie. Zawsze to dotyczyło mnie... Zawsze ja się poddawałam. Nie miałam sił. Zawsze ja spowalniałam... Tylko mnie bytu nigdy nie obtarły do krwi... I tam w połowie drogi zamieniłam się z Krzysiem butami... Mamy taki sam rozmiar, ale jego i tak były za małe na mnie. Tym razem moje palce dostały popalić, ale przynajmniej ulżyłam dziecku. Ale chyba nikt nie schodził z Tarnicy w skarpetkach tylko nasz syn... Bardzo nam było przykro patrzeć, że jemu coś doskwiera, ale byliśmy też mega z niego dumni, że dał radę, że się nie poddał... I ten nasz mały chłopiec za chwilę kończy 10 lat... Ostatnią piękną niedzielę tej jesieni, a może i roku spędziliśmy też w Bieszczadach. Zaszyliśmy się w Buku, w wiacie turystycznej paląc ognisko i jedząc kiełbasę :)
Magadalena88
środa, 26 czerwca 2019
7 rano
Tym razem 7. Z racji tego, że zepsuła mi się stacyjka w mojej hondzi albo co innego, to M odwiózł mnie do pracy. A że mam jeszcze sporo czasu to siedzę do słoneczka w amfiteatrze w Polańczyku. Słońce jest jeszcze na prawdę przyjemne :) i z nad wody czuć lekki wiatr. Sezon się zaczyna. Czerwiec daje mi nieźle popalić jeśli chodzi o pracę. A w zasadzie to tylko dwa miesiące tego sezonu.
Mamy już wakacje. Krzychu dostał promocję do piątej klasy. Skończył rok szkolny ze świadectwem z paskiem :D dumna jestem przeogromnie z mojego małego chłopczyka. Brakuje mu do mojego wzrostu jakieś 10 cm ale i tak będę mówić, że jest malutki ;) Także dziecko moje odpoczywa. Pojedzie trochę do jednej cioci, trochę do babci.
Kończymy remont. Zrobiliśmy elewacje. Jeszcze tylko barierka na balkon została. I na tarasie M położy płytki. I mogą przychodzić z banku odbierać inwestycję jak to się ładnie nazywa.
Magadalena
niedziela, 12 maja 2019
9 rano
Jest 9. Niedziela. Właśnie odbyłam 20 min spacer. Słyszę jak zegar na wierzy kościoła wybija pełną godzinę. Za mną płynie rzeka San. O tej porze niesamowicie spokojny. Cudowny poranek. Jestem w pięknym miejscu o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Mimo tego że niedaleko chodziłam do szkoły średniej. Moi chłopcy poszli na basen. I właśnie obok basenu jest zrobione boisko do piłki, do siatki, mnóstwo ławek i stolików. Wszystko pięknie zagospodarowane. Słyszę śpiew ptaków, rozkoszuje się tym dźwiękiem. Słońce pięknie mnie grzeje. Mam ze sobą książkę. Została mi jeszcze godzina dla mnie.
wtorek, 5 marca 2019
Grudzień, styczeń, luty... I pewnie marzec
Jestem cały czas... Na telefonie. Zaglądam. Czytam te wpisy, które się ukazują. Ale jest ich tutaj coraz mniej. Chyba wszystkie blogi przeniosły się na insta. Samej nie chce mi się czytać długich wpisów. Mam wrażenie, że nie ma już blogów o takim zwykłym życiu. Prawie wszędzie ktoś coś reklamuje, poleca... Ale to tylko moje odczucia...
Trzy ostatnie miesiące minęły bardzo szybko. Grudzień obfitował w spotkania towarzyskie. A dzisiaj znowu spotkanie. Minęło 3 miesiące. Wróciliśmy z imprezy. Styczeń upłynął nam na czytaniu lektury. W lutym urlop, ferie i czas spędzony z Krzysiem. A marzec? Marzec to czekanie na wiosnę, która przychodzi dopiero teraz. I ma wysokie temperatury. W pracy czekają nas zmiany. Ma przyjść nowa dziewczyna. Ma pomóc mi przy kompie. Ale czy ja tego chcę? Rok zajęło mi ogarnięcie wszystkiego. Nie wiem czy mam ochotę się tym dzielić. Wygodnie jest mi pracować od 8 do 16. Ale trzeba poczekać i poznać nową koleżankę.
czwartek, 6 grudnia 2018
Listopad...
Magadalena88
wtorek, 30 października 2018
Kolejny miesiąc się kończy. Jaki był październik? Szybko zleciał. Przywitał nas piękną pogodą i taką nas żegna. Byliśmy na szlaku. To był chyba najpiękniejszy weekend od miesięcy. Ludzi mnóstwo. Wybraliśmy mało znaną ścieżkę. I to był strzał w dziesiątkę! Mało ludzi na szlaku. Za to dużo rodzin z dziećmi. Przyjemna i krótka trasa. Jednak trochę źle odczytaliśmy drogowskaz i trochę dołożyliśmy drogi ;) Był prowiant więc nie było się czego obawiać. Sił nam wystarczyło :) to był fajny dzień. Dobrze wykorzystany czas razem. A kilka dni później padał już śnieg. Jak było bardzo zimno. A dzisiaj ponad 20 st. Chciałam zrobić jeszcze podsumowanie września, ale mało co z niego pamiętam. Urodziny u siostrzeńca, byliśmy na weselu u znajomych, Krzyś zaczął kolejny rok szkolny. Odważył się i jeździ na basen ze szkoły. Albo dorósł. Kurcze za kilka dni kończy 9 lat! Mój mały chłopczyk. Który nie przypomina już maleństwa... właśnie na niego czekam, bo ma trening w piłkę. A my pracujemy i mamy się dobrze. Skończyły się też moje babskie wypady, bo jedna koleżanka już urodziła córeczkę, a druga jeszcze czeka na synka :) Swoją drogą to będę bardzo rozrywkowe dzieciaczki, bo długie godziny spędziłyśmy w pubie :)
Magdalena88














