sobota, 18 września 2021

Miesiąc

Miesiąc minął nam z Adrianem. To trudny miesiąc. Pełen płaczu, emocji, radości. Widziałam, że początki będą cholernie trudne. Czy spodziewałam się, że aż tak? Raczej nie... To mnie też zgubiło. 
Mały jest kochany, cudowny. Nie możemy się z M nadziwić, że takie cudo nam wyszło. Całkiem inaczej przeżywamy ten czas niż kiedy Krzysiu był mały... Bardziej świadomi. Świadomi wszystkiego... Najbardziej chyba tego że ten czas nam ucieka. Ucieka szybko. Mi leci dzień za dniem. Od karmienia do karmienia. Uczymy się wiązać chustę, chcemy polubić się z czapką i spacerami, oswoić z kąpielą. Ale na wszystko potrzeba czasu. Za to dużo się przytulamy i jesteśmy razem :)

niedziela, 22 sierpnia 2021

Adrian ❤

17 sierpnia 2021 roku o godzinie 10:15 przyszedł na świat nasz drugi synek. Świat oszalał :) wzruszenie odebrało mi mowę jak go usłyszałam... Jest maleńki, kochany i wygląda jak Krzysiu, gdy był mały. Uczymy się siebie nawzajem. A jak wiadomo początki bywają trudne... Karmienie piersią sprawia ból i dyskomfort. Ale wiem już gdzie popełniam błąd i walczę z tym. Blizna ciągnie, jestem słaba. Nogi nadal spuchnięte. Nie jest łatwo, nikt nie mówił, że będzie. Mimo trudności to się zastanawiam dlaczego tak długo czekaliśmy. Adrian jest dopełnieniem naszej rodziny. To na pewno. Wszyscy oszaleli. Krzysiu przemawia do niego czule i spokojnie. Mama mi bardzo dużo pomaga. Biega tu do mnie na piętro chyba ze 20 razy dziennie. I Marcin. Mój mąż okazał się przeogromnym wsparciem dla mnie. A nie jest mu łatwo. Ale myślę, że pojawienie się Adriana w naszym życiu to taka nagroda za te wszystkie lata razem. Za te przeciwności losu jakie nas dopadły. Poradzimy sobie ze wszystkim. Rodzina to siła. Muszę tylko o tym pamiętać. 


Magadalena88
Mama Krzysia 
Mama Adrianka

czwartek, 12 sierpnia 2021

Sierpień

Moja ciąża powoli zbliża się do końca. Nie możemy się już doczekać kiedy zobaczymy Adriana :) Krzyś nie może się doczekać. A za tydzień o tej porze mogę być już w domu z małym. W poniedziałek idę do szpitala. A we wtorek mam cc. Chciałam rodzić naturalnie. Ale w tym szpitalu do którego mam najbliżej nikt mi na to nie pozwoli... Bardzo było mi przykro z tego powodu. Teraz już jest trochę lepiej. Przygnębienie wynagradza  możliwość ujrzenia, przytulenia małego. Już nie jestem przerażona. Czekamy ma Ciebie syneczku, braciszku  :*


Magadalena88

środa, 28 lipca 2021

Lipiec

Lipiec jest mega upalny... Rozpływam się. Noce dają trochę ulgi. M skończył sypialnie. A tutaj mamy okno od wschodu. To rano już jest piekło... Wszystko gotowe. 4 tygodnie do terminu porodu. W piątek mam wizytę u ginekologa. Dwa tygodnie temu mały ważył 2200g. Kilogram na pewno jeszcze przybierze. Czekamy. Ciężko jest mi strasznie. Nogi mam spuchnięte. Nabieram wody. Nie wiele rzeczy przynosi ulgę. Poza tym znowu jestem przeziębiona. Nie czuję też zapachów. Tak myślimy z M że to pozostałość po wirusie. Ale kto to może wiedzieć... Nos mam zawalony. Tylko nigdy tak nie miałam... 

Urodziny przyszły i minęły. Bez fajerwerków. Kto miał pamiętać ten pamiętał. Mój brat przyjechał. On ma urodziny dwa dni przede mną także zorganizował grilla. Siostry przyjechały z rodzinami. Było śmiesznie.  Dawno też nie widzieliśmy się w takim gronie. 
Magadalena88

piątek, 25 czerwca 2021

Czerwiec

 Czerwiec mija leniwie, spokojne, upalnie, ale wcale nie powoli... Krzysiu skończył dzisiaj szóstą klasę... Mamy w domu siódmoklasistę... Ostatnią osobą, która w tym domu szła do siódmej klasy była moja najstarsza siostra... To było ze 24 lata temu...  Bo ja i reszta rodzeństwa jesteśmy pokoleniem gimnazjum... Gdyby nie reforma oświaty to Krzysiek kończyłby dzisiaj podstawówkę... A tak będzie ją kończył w wieku 13 lat, pójdzie do szkoły średniej mając 13 lat... Bo przecież jest z listopada... Rocznikowo będzie miał 14... Świat stanął na głowie... Kiedy nadchodzi koniec roku zawsze mnie to skłania do refleksji... M to w ogóle się zadumał jak zobaczył świadectwo młodego... A młody ma 11 lat, jest wyższy ode mnie. Mądrala :) Chętnie spędza z nami czas, chętnie dyskutuje :) A nas rodziców napawa dumą kolejny pasek na świadectwie. Tylko trochę upływający czas nas dołuje... 

 

A ten leci... Zostaje równe dwa miesiące do porodu, a raczej do 40 tygodnia... Chciałabym mieć wszystko gotowe na połowę lipca....  Tak gdyby mnie chciało zaskoczyć....W praktyce to wygląda jednak tak, że w niedzielę dopiero przenieśliśmy Krzycha do większego pokoju... A teraz M. wziął się za odnowienie starego pokoju Krzysia, w którym chcemy zrobić sobie sypialnię... No i tam miało być tylko łóżko, szafki nocne i komoda... A teraz jeszcze trzeba tam wcisnąć łóżeczko... A mamy duże łóżko... A ściany gumowe nie są :) M ciśnie popołudniami, bo pracuje... Zmęczony, obolały... Ja nie wiele mogę mu pomóc, bo jestem jak słonica. Meczę się okropnie... Nogi opuchnięte. Temperatura nie spada poniżej 30 st. Jak widzę co się w Polsce dzieje to się zastanawiam czy to jest ten sam kraj... A u nas burza w nocy, łagodna... Przyniosła ulgę do 9 rano i dalej żar leje się z nieba... Uwielbiam upały, ale nie jak jestem w ciąży... 

Byłam  u fizjo... Mam otejpowany brzuch, plecy i łydki. Jak mnie zobaczyła to od razu pytała się mnie czy puchną mi nogi. Oczywiście, że tak... Obrączkę zdjęłam już miesiąc temu, a wym tygodniu resztę pierścionków... Uniesienie nóg przynosi trochę poprawy. I jak mi okleiła te nogi to ja wieczorem poczułam ulgę. To działa. Jestem zaskoczona. Obrzęk nie zniknął całkiem, ale czuję ulgę, nogi nie są tak zmęczone. Niestety moje rozejście mięśnia się pogłębiło, co zauważyłam jakiś czas temu. Zostawiła mi tylko trzy ćwiczenia na aktywację brzucha. Nie mogę robić żadnych w klęku podpartym... Także zostaje mi delikatne rozciąganie i ćwiczenia oddechowe... W środę idę do ginekologa. Mały na początku czerwca ważył 1200g. Rośnie bąbel. A ja razem z nim. Odpoczywam, dużo leżę, piję wodę, jem truskawki. I czekamy nadal... :) 

Magadalena88

 

 

 

piątek, 28 maja 2021

Koniec maja...

 Maj tak szybko poleciał... Kwietnia nie pamiętam w ogóle... Chyba padał deszcz. Mógł być też śnieg...

A maj? Jest deszczowy, zimny. Było chyba trzy dni ładnej pogody, takiej upalnej. Ale się źle wtedy czułam... Nie służy mi upał. I ostatnie dni były słoneczne, ale z rozsądnymi temperaturami. 

A ja rosnę. Każdy pyta kiedy rodzę. I każdy się dziwi, że dopiero pod koniec sierpnia. Brzuch mam ogromny. Mały jest aktywny o 23 i o 6 :) Wtedy się nabija. Krzysiu ma coraz więcej pytań. W ogóle nie możemy się doczekać :) Kończy się 27tc. Także jeszcze trochę. Wyniki badań mam w normie. Także czekamy. 

Jest nadzieja na zdjęcie aparatu z zębów... Chodzę ze zbrojeniem ponad trzy lata. Ale może już w czerwcu się tego pozbędę. Uśmiech już mam jak gwiazda filmowa. :) Jak nie ściągnę teraz, w czerwcu albo lipcu to dopiero na zimę... Uwielbiam te dziewczyny z gabinetu, ale już jestem tak zmęczona... A teraz jeszcze każda zmiana albo zachwianie hormonalne i wszystko wywala mi w ustach. Bo śluzówka, delikatna... Szałwia to moja dobra znajoma :) 

Krzychu wraca do szkoły :) Od poniedziałku. Bardzo mu się nie chce. Pewnie każde dziecko w PL tak ma... Dorasta chłopaczek... Właśnie wyszedł z domu... Z kolegami... Jeszcze się bawią. Patykami, kamieniami, spacerują. Jeszcze nie próbują różnych, dziwnych rzeczy... Chyba... Nie mamy z nim problemów. Jest grzeczny, poukładany, posłuszny. Nie pyskuje, nie wymusza. Co by nie chciał to pewnie byśmy zorganizowali, czy kupili. Ale on nic nie chce, niczego nie potrzebuje... Kiedy był na zdalnym nauczaniu i wychodziłam do sklepu na zakupy to pytałam czy coś mu kupić. On nigdy nic nie chce... Może nie potrzebuje...


A ja siedzę i przeglądam strony z ubrankami, kocykami, pieluchami... Wiem czego chcę, czego potrzebuję dla małego. Ale tego jest tak dużo, że po 15min odechciewa mi się poszukiwań... Ja też nie lubię zakupów co tu dużo mówić... Nie cierpię wręcz... 


Magadalena88

piątek, 23 kwietnia 2021

Marzec

Oprócz covida końcem miesiąca to marzec był spokojny. Jednak przesilenie też dało popalić. I w ogóle brak słońce, śnieg. Gdzie jest wiosna w tym roku? W ogóle wydaje mi się, że przyjdzie od razu lato. Nadal jest zimno, nadal pada. Ja już nie mam kurtki w której mogłabym chodzić ;) a jak wstajesz rano 14 kwietnia i widzisz 10 cm śniegu za oknem to się zastanawiasz co jest grane. Świat stanął na głowie. Dlatego wydaje mi się, że wiosny nie będzie. Przyjdzie od razu upalny maj. Ale miało być o marcu. 

Mój brat przyjechał dwa tyg przed świętami. Specjalnie żeby spędzić z nami trochę czasu. Oczywiście miał pracować aż do świąt. A mój M właśnie w niedzielę zaczął się źle czuć. Bolała go głowa. W poniedziałek pojawiła się wysypka. I już podejrzewaliśmy półpaśćca. Miał jakieś 2 lata temu. We wtorek zadzwonił do rodzinnej dostał skierowanie do dermatologa. Oczywiście do przychodni, która jest najbliżej nas nie można było się dodzwonić. Na szczęście odebrała pani, która diagnozowała M tamtym razem. Pojechaliśmy. Dostał leki przeciwwirusowe. Doktorka była jednak zaskoczona, że to jest drugi raz jak choruje na półpaśca. Dlatego mu powiedziała, że po skończonym leczeniu musi zrobić badania, bo wyraźnie jest osłabiony. Dlatego ten wirus znowu się uaktywnił. I w tym samym czasie maja mama zaczęła się źle czuć. Było jej zimno, bolało ją gardło. Wzięła leki i jej przeszło. M wylądował w łóżku. A w czwartek zaczęłam ja się źle czuć i mój brat. Obydwoje gardło. Krzysiu też coś narzekał. I zaczęła się covidowa sraczka, co robić, gdzie dzwonić, gdzie jechać, a może to jednak nie to. Przypomniałam sobie, że tego dnia popołudniu przyjmuje nasza rodzinna pani doktor do której mama chciała jechać na drugi dzień. Zaczęłliśmy trochę wpadać w panikę. Bo ja w ciąży, M już leżał chory, brata coś brało, mama po 60tce. Pani doktor wystawiła nam skierowanie na testy. Dla wszystkich domowników. Jednak brat musiał się skontaktować ze swoim lekarzem. A on zapisany do jakiejś przychodni w Krakowie. A tam mógł mieć teleporadę dopiero na drugi dzień rano. Zaczął czytać informacje na rządowej stronie internetowej, zadzwonił na infolinię. I informacje były sprzeczne. Na stronie, na infolinii podali, że każdy lekarz POZ ma obowiązek wystawić skierowanie na test. Ale w praktyce nie chcą tego robić. W każdym razie rano w piątek udało się też uzyskać skierowanie dla brata. Ale co nerwów przy tym zjadł to tylko on wie. I w piątek o 9 byliśmy  już wszyscy po wymazach. Najdziwniejsze było to, że nie mieliśmy typowych objawów covidowych. Każdemu coś dolegało, ale co innego. I tak w piątek około 18 były wyniki. Ja, M i brat mieliśmy pozytywne, a mama i Krzyś negatywne. Nie mogliśmy się jednak skontaktować z naszą przychodnią, bo w weekend nie pracują. Brat w sobotę miał teleporadę z jakąś przychodnią prywatnie. A jego zaczęło boleć gardło więc dostał leki. I w sobotę też skontaktował się z moim mężem sanepid. Poinformował o kwarantannie. Ja nie mogłam się skontaktować z moją ginekolog. Dopiero zaczęły się nerwy. A w niedzielę M miał bardzo silne bóle głowy... W ogóle chłopaki mieli stan podgorączkowy, byli słabi, M miał ucisk w klatce piersiowej. Ja zaczęłam kaszleć. O tym wszystkim dowiedziała się nasza rodzinna. Ja mogłam brać syrop na kaszel dla dzieci. Pokonałam wirusa syropem z cebuli, inhalacjami z tymianku i majeranku. Nie miałam gorączki, nikt z nas nie miał. Dopadło nas też mega zmęczenie. Ja rozładowałam zmywarkę i musiałam iść się położyć. Cały tydzień taki był. Ja dodatkowo nie miałam węchu. To było najdziwniejsze, że nie czułam tego tymianku, majeranku. Kiedy przed rokiem zaczęła się pandemia to najbardziej przerażał mnie brak smaku i węchu. Ja nie mogłam sobie tego wyobrazić. Jak to jest nie mieć smaku? Jak to jest nic nie czuć? Ja na szczęście miałam smak. Ale nic nie czułam. Domestos nie śmierdział. Gdybym straciła smak to na pewno coś stało by się w mojej głowie... Izolację mieliśmy do 4 kwietnia. Mama jadła śniadanie wielkanocne u siebie na dole, my na górze... Bo w ogóle po otrzymaniu wyników badań od razu się odizolowaliśmy od mamy. Było nam wygodnie bo mamy dwie łazienki i dwie kuchnie. Staraliśmy się w ogóle ze sobą nie kontaktować. A jeśli zaszła taka potrzeba to tylko w maseczkach. Bo w ogóle mojej mamie wszystko przeszło. Więc nikt z nas nie chciał jej narażać. 

Jak nagle wszystko się zaczęło tak nagle się skończyło. Brat miał przedłużoną kwarantannę o trzy dni. M spędził w domu trzy tygodnie. Ta wszechogarniająca słabości już nam odpuściła. Jak rozmawiam ze znajomymi to przeszliśmy tą chorobę bardzo łagodnie. Nadal uważamy na siebie. Maseczki, dezynfekcja. W ogóle do sklepu chodzę co trzy dni. I to o takich porach żeby było jak najmniej ludzi. Z małym wszystko jest dobrze. Byłam na badaniu połówkowym. A za dwa tygodnie mam wizytę u ginekologa. Czuję ruchy, rosnę w siłę :) spaceruje, robię ćwiczenia od fizjo.  Tylko niech już będzie trochę cieplej...
Magadalena 88