Sierpień upływa mi na spotkaniach towarzyskich :) moje koleżanki pracujące i mieszkające za granicą mają urlopy. W niedzielę spotkaliśmy się razem z mężami :) mojego M. Namówić i wyciągnąć z domu jest ciężko. Ale cieszę się, że był z nami. A wczoraj to już był babski wypad. Była z nami koleżanka, której nie widziałam chyba z 10 lat. Mieszka w Londynie. Tam skończyła szkole, pracuje. I jest nadal szalona :) a za tydzień przylatuje Ela :) strasznie się cieszę. Lubię te moje dziewczyny. Fajnie jest się spotkać, pogadać. Nie wychodzimy prawie w ogóle. Praca, dom. Za chwilę zacznie się szkoła. Mi dojdzie obowiązków w pracy. Krzyś cierpi, bo mało czasu ze sobą spędzamy. Ostatnio płakał jak wychodziłam do pracy. Nie chce zostawać z moją mamą w domu... nudzi mu się. M wraca z pracy i goni do kolejnej. W domu powoli staje się gościem... Ja chodzę zła. Zmęczona. To rodzi konflikty. Eh życie ktoś by powiedział...
czwartek, 17 sierpnia 2017
środa, 2 sierpnia 2017
Będę narzekać, o ciszy, spokoju i bąkach...
Magadalena88
poniedziałek, 17 lipca 2017
Zmęczona...
Właśnie wróciłam z pracy. Zjadłam obiad. Jestem wykończona... najzwyczajniej w świecie jestem zmęczona. Padam na pysio... Dzisiaj miałam pierwszą zmianę, wczoraj od 8 do 16. Dużo na głowie. Mylę się przy wydawaniu pieniędzy... Jakaś masakra. Ludzi jest bardzo dużo. Położyłabym się spać najlepiej. Nic mi się nie chce, do wszystkiego się zmuszam. I jeszcze ta pogoda w kratkę. Gdzie to lato? Dzisiaj rano było 8 st. Nie włożymy nawet nóg do rzeki w tym roku. Już nie narzekam. Mam wolne popołudnie. Spędzę je z syneczkiem moim :) tak mnie mało dla niego... Nauczył się układać kostkę Rubika :) mój brat był tydzień w domu na urlopie. I Andrzej właśnie wrócił do układania po latach przerwy. Krzysiowi się spodobało. I dzięki filmikom na YouTube nauczył się. Marcin po przy nim. Mąż mój stwierdził, że wcale to nie jest takie trudne ;) Nawet nie wiedziałam , że mam takie zdolne bestie w domu ;)
czwartek, 8 czerwca 2017
Udało się!
niedziela, 21 maja 2017
Tydzień z piękną pogodą minął. Mieliśmy zaplanowaną wycieczkę w góry na dzisiaj, ale pogoda pokrzyżowała nam plany. Zrobiło się zimno i deszczowo. Niby idealna pogoda na wyjście na szlak. Tylko, że przez mgłę nic nie było by widać. A o widoki chodzi najbardziej ;) Za tydzień się nie uda, bo siostra idzie na wesele i jej dzieci sztuk 3 mają u nas nocować. Będzie wesoło.
Zmagamy się znowu z uszami. Krzyś przyjmuje leki na alergię. Zaczęło się od bólu ucha. Od razu pojechałam do laryngologa. Nie było zapalenia. Ale lekarz w ogóle nas zignorował. Ból ucha zaczął się od kataru. Taka sama sytuacja miała miejsce w grudniu. Od kataru wszystko się zaczęło. Kiedy zaczęłam opowiadać o tym lekarzowi to mi przerwał i powiedział, że jego interesuje to co się dzieje teraz, a nie kiedyś tam. Więc się zamknęłam. Krzyś wtedy dostał antybiotyk na 3dni i zalecenie płukania nosa. Gdyby nie to, że dziecku dokuczało ucho to bym go zabiła. Potwierdziło się tylko moje zdanie na temat tego pana. On jest też lekarzem medycyny pracy. Czyli za pieniądze zdobędzie się u niego każde uprawnienie. Nie byłam u niego już więcej. I raczej już nie pójdę. A z Krzysiem pojechaliśmy do Krosna. Lekarza poleciła nam znajoma. Chcieliśmy żeby zobaczył go ktoś inny niż lekarz, który go prowadził dwa lata temu. Potwierdził tamtą diagnozę. Krzyś dostał leki na alergię. I skierowanie do poradni na testy. Skończył już antybiotyk. Maść do nosa także. Za dwa miesiące mamy pojechać do kontroli. Kataru już nie ma. Ale przyjmuje leki na alergię więc pewnie nie będzie miał. Zobaczymy jak sytuacja się potoczy jak zrobimy testy. Tak to się ciągnie trochę, bo niestety na wizytę musieliśmy poczekać dwa tygodnie. Ale już jest dobrze. Ważne, że uszy go już nie bolą.
Pracujemy razem z M. Ciągle się mijamy. I jak przychodzi ten jeden dzień wolny w miesiącu to nie wiemy co z tym zrobić. Marcin wraca zmęczony. Potrafi w ciągu dnia zrobić około 17 km po tym magazynie. Ah te smartphony :) ma wbudowany licznik kroków. A że telefon ma przy sobie to mu liczy kroki. Także wraca zmęczony. Ale jest bardzo zadowolony z pracy. I dobrze :)
sobota, 22 kwietnia 2017
Wzystko na raz....
Magadalena88
wtorek, 11 kwietnia 2017
Pokój nad kotłownią...
Każdy kto ma dom jednorodzinny, wolnostojący musi mieć taki właśnie pokój. Taki grajdołek. Albo często nazywany przeze mnie magazynem rozmaitości. U mnie jest właśnie taki pokój nad kotłownią. Kiedyś w tym pokoju będzie moja kuchnia. Kiedyś... Ale na razie sprzątanie odbywa się kilka razy do roku. I za każdym razem jestem zaskoczona ilością śmieci jakie z niego wynoszę... Kiedy kilka miesięcy temu tam sprzątałam znalazłam karteczkę zapisaną przez mojego tatę. Był to liścik napisany do mojego brata. Zrobiłam zdjęcie i wysłałam do brata. Ah ta technika. Zostawiłam tą Kartkę na półce, że schowam później, jutro, kiedyś. Jakiś czas później mój mąż rozkładał w tym pokoju właśnie te półki. To jakieś stare szafy były. Ile w takim małym pokoju może się zmieścić rzeczy... I kartkę szlag trafił... Kurczę, a była w jakiś sposób ważna dla mnie. Nie ma w tym winy M bo przecież dla niego to była tylko mała karteczka. Nie zwrócił nawet na to uwagi. Kiedy trafiłam na tą Kartkę to znalazłam jeszcze zdjęcia mojego taty. Robione były do paszportu. I odłożyłam je razem z tą kartką. I jak dzisiaj pozbierałam jakieś papiery to wrzuciłam to do pieca. Na wierzchu były zdjęcia. Nie zauważyłam. Trochę się przypaliły, ale je uratowałam.
Staram się nie zbierać. Ale mam mnóstwo takich rzeczy. Muszelki z nad morza, które przywiozłam w 2003 roku, stare pamiętniki, które pisałam jako młoda dziewczyna, mnóstwo zdjęć, pocztówki które przywoziły mi moje koleżanki ze szkolnych wycieczek na których nie mogłam być... Nawet miałam bilety miesięczne z ostatniej klasy technikum. Zbieram także małe drobne rzeczy na pamiątkę dla Krzysia. Nie wiem po co, bo wiem już teraz, że nie będzie tak sentymentalny jak ja... No bo po co mu mleczne zęby, czy pierwszy smoczek, kosmyk włosów? Zbieram. Nie potrafię wyrzucić, rozstać się. Na ścianie w salonie powstaje galeria. Nasze zdjęcia. Moje dzieciństwo. Moje rodzeństwo. Czarno białe zdjęcie rodziców. Ja z M z jego studniówki. Kolekcjonuje... Może jeszcze uda mi się odnaleźć tą karteczkę :)
A w niedzielę byliśmy na wycieczce. Zabraliśmy Martynę, moją siostrzenicę. Krzysiowi się nie nudziło. Pojechaliśmy na Dużą Pętle Bieszczadzką. Pogoda była cudowna. Moje ukochane góry jeszcze ośnieżone. Jeszcze szaro. Jeszcze nie ma zieleni. Ale i tak jest cudownie :)
Magadalena88




