czwartek, 18 czerwca 2015

Truskawkowy szał nadal trwa. Wczoraj robiłyśmy z mamą dżem :)) A że była Alicja z chłopakami to był to nie lada wyczyn :) dzisiaj na tak mały sklepik w jakim pracuję sprzedałyśmy 40 łubianek truskawek... Ja już trochę mam ich dość.... A że ostatnio mało mnie tutaj to nikt nie wie, że moja Mery jest w sanatorium. Po drugiej stronie drogi gdzie pracuję. Nie mieli jej gdzie wysłać aż do Polańczyka. I wczoraj miałam pierwszą zmianę więc kupiłyśmy truskawy i zabrałam ją do domu, a wieczorem szwagier jechał na nockę i zabrał ją z powrotem . Także widzę się z mama codziennie. Ale niech odpoczywa. Noga się usprawniła dzięki ćwiczeniom. I mama schudła już kilogram. Więc jest dobrze :)

A ja własnie skończyłam prasowanie przed jutrzejszym wyjazdem... Niestety prognoza pogody nie zapowiada się optymistycznie... Ma padać, cały tydzień...  Ale i tak niesamowicie cieszymy się na ten wyjazd!

Jutro jeszcze mam pierwszą zmianę, ale po 14 zapominam o mojej pracy... 

Magadalena8

czwartek, 11 czerwca 2015

Truskawkowe szaleństwo...

Truskawki, truskawki, truskawki...
Ze śmietana, rozduszone, zblendowane... 
Krzychu preferuje posiekane i tylko z cukrem :) Słoiki z kompotami przygotowane. Zimo nadciągaj :) Na razie tylko truskawki się znalazły z słoikach, ale dzisiaj już w mieście widziałam czereśnie :) I czekam aż nasze wiśnie dojrzeją :) uwielbiam czerwiec także za świeże owoce... Poza tym pogoda dopisuje. jest słonecznie, upalnie... I ogłaszam wszem i wobec, że 19 jedziemy nad morze! Domek już zarezerwowany, zaliczka wpłacona. nie mogę się doczekać! A i pogoda zamówiona :)) A teraz dosyć żartów... Doktor od słuchu radzi zmianę klimatu dla naszego syna. Więc my za tym i nad morze... Na testach nic Krzysiowi nie wyszło. I w końcu przestał kaszlać. Bo jeśli katar się nasila to nie słyszy. A wczoraj katar odpuścił i dziecko było całkiem inne.  No a ja mam kamienia w nerce. Mam nadzieję, że nie będzie chciał tylko opuścić mojego ciała jak będę się na plaży wygrzewać...

A teraz pora zbierać się na drugą zmianę...

Magadalena88

wtorek, 26 maja 2015

Dziś Dzień Matki. Mamy zostały obdarowane prezentami :) A my jutro idziemy na przedstawienie do przedszkola. Niestety Krzysiek się zaciął... Mówi, że się wstydzi i nie nauczył się wierszyka... Bardzo mi było przykro, ale przecież go nie zmuszę.... I tak najbardziej lubie jak mówi do mnie MAMCIU...


A byliśmy z nim dzisiaj na wizycie u laryngologa... Na badaniu słuch wszyszedł z minimalną poprawą. Dostał leki i za miesiąc znowu do kontroli... I znowu doktor powtórzy badanie. I się okaże czy bedzie trzeba robić zabieg czy nie... Mam nadzieję, że nie... Bo ja nie wytrzymam z nim w szpitalu... Dzisiaj miał robione testy na alergię. Na szczęście nic nie wyszło. Ale płakał chyba dziesięć minut przed rozpoczęciem badania... Później wył w trakcie... No masakra z nim. Dobrze, że M. był z nami, bo ja bym się poddała i poszłabym z tamtąd w cholerę... A M. jest jednak bardziej stanowczy...  W końcu się udało... Teraz tylko czekać czy leki dadzą efekt...

Poza tym w czwartek miałam bardzo przyjemną niespodziankę! Moja przyjaciółka Ela przyleciała z Londynu. O przylocie wiedział tylko jej brat. Pełna konspiracja. Dzięki temu jej rodzina także miała bardzo miłą niespodziankę :) A my spędziłyśmy bardzo miłe sobotnie popołudnie. Odwiedziłyśmy dwie inne koleżanki i zrodził się pomysł spontanicznej imprezy. I tak o 22 wylądowaliśmy na dyskotece :) Ja, mój mąż, Ela, Ola i Andrzej. I było fantastycznie. My z M. nie byliśmy na imprezie od jakiś sześciu, a może i siedmiu lat. Wypiliśmy litr wódki i wszyscy wróciliśmy do domu o czwartej nad ranem. Przemilczę jednak to co się działo ze mną i M. w niedzielę... Musimy powtórzyć jednak taką imprezę, ale ja za alkohol dziękuję :-P

Magadalena8

czwartek, 21 maja 2015

Dawno mnie tu nie było... Może zacznę od tego, że na ósmy dzień podawania Krzyśkowi antybiotyku dziecko zaczęło kaszleć. I to nie byle jak... czekamy cierpliwie na testy... I zobaczymy czy jest alergia i na co... A może to przez uszy? Na razie zbieram informacje wśród rodziców w przedszkolu o lekarzach... A opinie są przeróżne... 

Wczoraj mój syn wraz z całą zerówką był na zawodach. Niestety mój nie brał udziału, ale był zawodnikiem rezerwowym. Bo panie wybrały dzieci sześcioletnie do udziału w wyścigach. Niestety zerówka jest mieszana i widać różnicę między dziećmi, które chodzą drugi rok do zerówki, a dziećmi pięcioletnimi. I pewnie jeszcze jakiś czas w podstawówce będzie to widoczne... A wieczorem syn zdał mi relacje z zawodów :) Było super :) Opowiedział, które miejsce zajęli jego koledzy. 

Magadalena8

piątek, 8 maja 2015

......

Dziś przyszedł mój szef i się mnie pyta co ja jestem taka zmarnowana? I ja sobie pomyślałam, że przytłaczają mnie problemy... Tylko nie wiedziałam, że to aż tak widać.... Wczoraj pojechaliśmy z Krzysiem do lekarza... Niestety badanie słuchu wyszło źle.... Jeśli leki nie pomogą to czeka Krzycha zabieg... Z nerwów nawet nie pamiętam jaki... Na razie młody dostał antybiotyk. I zapisani jesteśmy na testy na 26 maja... I kazał nam przestrzegać diety... Zero mleka, nabiału... A zaczęło się w zeszłym tygodniu dusznościami... Strasznie nas przestraszył... Siedziałam jakąś godzinę w pokoju i słuchałam czy oddycha... Nasza pani doktor stwierdziła, że alergia... Ale, że nie mogę żadnego skierowania od niej dostać do specjalisty to poszłam z dzieckiem prywatnie. Tylko tydzień czekałam. Szybko... Martwię się o Krzysia. Zobaczymy co pokarzą testy....

A u mnie na USG nic nie wyszło. Nerka jest czysta. Reszta narządów w normie. U ginekologa też wszystko ok. Tylko mam zrobić poziom hormonów... Może to jest przyczyną braku miesiączki przez ponad 60 dni... Na pewno nie jest to ciąża...

I tak wszystko na raz... 
Pracuję już na zmiany. Codziennie jestem w sklepie... Jakoś przetrwam ten sezon... 

Magadalena8

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Dojrzewam i malowanie paznokci po dwóch piwach...

Próbowałyście kiedyś malować paznokcie po dwóch piwach? Nie? Fantastyczne doświadczenie! Właśnie wypadł mi pędzelek z ręki i pomalowałam sobie łydkę... OK. Dam radę :) Moje nerki na razie się uspokoiły. Tzn przestałam brać leki i przerzuciłam się na piwo :)) Ale na serio to mnie odpuściło. W środę jadę na USG, bo pani dzwoniła i przełożyła nasze spotkanie. Ale dzisiaj i tak odwiedziłam nasza panią doktor, bo Krzychu bardzo rano kaszlał... I pani stwierdziła, że to alergia... A swoją drogą od pięciu lat nam mówi, że Krzysiek jest alergikiem... A ja nie wierzę w to... Nie można wszystkiego zwalać na alergię... Ale podam mu przez dwa miesiące leki i na testy. Na razie podpieram się tym co usłyszałam w zeszłym roku od doktora, że to nie alergia... Zobaczymy... Ale jak usłyszałam rano jego kaszel to myślałam, że zwariuję... Bo znowu... I wyprawa do miasta skończyła się wizytą u fryzjera. Mój syn ma w końcu upragnionego irokeza :) A także dostał spodnie i bluzkę. Kurczę jak on szybko rośnie... Ja także sobie zafundowałam dwie bluzki... Bo nie mam w czym chodzić, w nic się nie mieszczę... I dlatego dojrzewam do radykalnych zmian... Bo mój syn porównał mnie dzisiaj do Asterixa w przymierzalni... Mamo jak naciągniesz getry na brzuch to wyglądasz jak Asterix! Ha ha ha to było zabawne... Ale przykre... Mam już upatrzone cudo do gotowania na parze, zrezygnowałam już z soli po przygodach z nerką, staram się nie podjadać słodyczy w sklepie(najlepszym odstraszaczem byłoby zarządzenie szefostwa, że za wszystko co zjemy mamy zapłacić... )... No i muszę się przeprosić z panią Ewą... Dlaczego się nie zaprzyjaźniłyśmy? Bo jestem leniwa! I przez to gruba! Tak gruba, że ciężko mi wchodzić po schodach na trzecie piętro i mam trudności z obcięciem paznokci na nogach... Poza tym moja siostra która osiągnęła w drugiej ciąży kosmiczną wagę 120 kg, miesiąc po porodzie zaczęła ćwiczyć... I czuje się lepiej! A ma dwoje dzieci, dziadka na głowie i męża który codziennie idzie do pracy... Wszystko to ogarnia i jeszcze ćwiczy... Ale małymi kroczkami... Malutkimi i też coś tam uda mi się zrobić....

Zostawiam piosenkę... Paul Walker jak dla mnie był mężczyzną idealnym... Zawsze jest mi żal jak słyszę o czyjejś śmierci... A ta piosenka... Wystarczy spojrzeć na ilość wyświetleń... Idealna dla tych wszystkich, którzy wierzą, że kiedyś się spotkają z bliskimi... 

Magadalena8

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Dorwał mnie bakcyl...

A zaczęło się parciem na pęcherz... A w piątek o 22 dopadł mnie straszny ból... Myślałam, że zesłabnę... Marcin wracał z Katowic więc ja za telefon i dzwonię do niego gdzie jest... A on był jakieś 1,5h od domu. Miałam nospe więc trochę zelżało... W sobotę pojechałam do apteki, kupiłam coś tam na zakażanie dróg moczowych. Zadzwoniłam do najstarszej siostry, bo ona już sobie urodziła raz Maciusia - kamień... I w sobotę już był spokój... Ale w niedzielę o 6.30 obudził mnie potworny ból... Pojechaliśmy na SOR. Tam dostałam zastrzyk po którym dupa mnie nadal boli, ale pani była tak miła, że mnie ostrzegła przed tym. Lekarz zapewniał, że lek będzie działał kilka godzin... O 10 nie było już po nim śladu... Pobrali krew, przebadali siuśki i o 9 byłam w domu z zaleceniem picia wody... A i jeszcze dużo chodzić. Jedyny plus z tej sytuacji jest taki, że nie poszłam do pracy. A doktor na pogotowiu mi powiedział, że oni mi USG nie zrobią, żebym sobie poszła do rodzinnego lekarza po skierowanie. Szlag mnie z deczka trafił, ale ważnie, że już tak bardzo nie bolało. Dzisiaj za wiele też nie wskórałam, bo doktorka mnie poinformowała, że terminy na USG są na koniec maja... Za to doradziła gdzie iść zrobić usg prywatnie. Przecież to tylko 50 zł, a ja zarabiam 1300 mogę szastać pieniędzmi... Więc USG mam w przyszły poniedziałek. Wróciłam do domu i włączyłam kompa, bo po co ja mam płacić za USG jak i tak do jakiegoś urologa muszę iść. Więc zapłacę tylko raz. Znalazłam nr do lekarza do Sanoka, którego poleciła mi siostra. Dodzwoniłam się do przychodni po 14... Zarejestrowałam mamę do kardiologa na przyszły poniedziałek... A ja mam wizytę u urologa 9 czerwca... Może mi nerki do tej pory nie wysiądą. Wizyta jest prywatna, koszt 150 zł... Moja pani doktor przepisała mi ketonal... Nigdy tego nie brałam, bo to bardzo silny lek... Nerka mnie boli nadal, ale już lżej. Przynajmniej mogę funkcjonować. I niegazowana woda stała się moją przyjaciółką... Na siłę ją piję... Ot cała historia... Jutro obdzwonię jeszcze przychodnie w Krośnie, bo to jest jakaś paranoja z tymi terminami...

Magadalena8