Śmierć jest nieodłącznym elementem naszego życia... niestety bardzo smutnym i bolesnym. W samym tylko listopadzie w mojej rodzinie było trzy pogrzeby. Wszystkie po stronie mojego taty. Jeden wujek w wieku 42 lat, drugi miał 62 i ciocia która miała 84. Tego pierwszego córka chodzi z moim Krzysiem do klasy. Drugi był bardzo chory. A ta ciocia mieszkała w Katowicach i mogłam ją widzieć będąc małym dzieckiem. W sobotę był pogrzeb jednej pani, która prowadziła restauracje niedaleko mojej byłej pracy. Przychodziła do mnie na zakupy. W mojej miejscowości jutro jest kolejny pogrzeb... w tym roku już chyba 7. Chłopak, młody 30 lat. Dwa miesiące temu się ożenił... pamiętam go z podstawówki. Uległ popażeniu w swoim garażu. Płomień było widać u nas z okna. Bo przecież niedaleko mieszka. Bo przecież cześć mu mówiłam, bo przecież znam jego brata. Bo przecież to się zdaje niemożliwe... I ja która na temat śmierci jestem bardzo wrażliwa. Po prostu to przeżywam. Nie mogę przejść do porządku dziennego. Jutro pogrzeb, dzisiaj różaniec. A dzisiaj jeszcze tyle spraw do załatwienia. Jednak myślę. Myślę o Grześku, którego pożegnamy jutro, myślę o pani Malinie jakże cieplej i otwartej osobie, która przychodziła po ciasteczka, a z którą rak się rozprawil w ciągu 8 tygodni. Myśmy o Andrzeju, który mnie zawsze witał słowami cześć młoda. Myślę o wujka Tadku, który zawsze był śmieszny, a w którym choroba wszystko zabiła na długo przed śmiercią. Myślę o cioci, siostrze dziadka, z którą nie miałam nic wspólnego poza genami. Myślę o tych wszystkich, którzy odeszli w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Myślę o tacie, który przyśnił mi się w okropnym śnie. Myślę o jednym i drugim dzidziu. I mimo tego, że minęło dużo czasu, że jestem dorosłą kobieta, że dobrze wiem, że śmierć jest elementem naszego życia. To tak strasznie mi dzisiaj ciężko...
Magadalena88







