Tak, ja własnie potrafiąca przypalić wodę... Gotowanie dla mnie zawsze było męką. Przyrządzanie czegokolwiek w kuchni (oprócz zmywania) jest katorgą. No może coś tam umie, bo w końcu od kiedy Krzysiek skończył trzy miesiące ja musiałam zacząć gotować. Tak, zaczynałam od ziemniaka i marchewki :) Więc przez prawie sześć lat coś tam się naumiałam. Jutro np będzie najprostsza zupa świata, przy niedzieli rosół :)
No, ale chciałam o czym innym. To taki wstęp. Ale kto mnie zna od jakiegoś czasu to wie jak to u mnie z kuchnią jest. Może kiedyś nadejdzie dzień kiedy to pokocham... A dzisiaj postanowiłam zrobić sobie grzańca... Ja uwielbiająca zimne piwo, mniam... Więc przytaszczyłam z pracy goździki, cynamon, imbir, pomarańczę no i piwko :) I zrobiłam. Prawdę mówiąc nie wiem jaki powinien być smak. Piłam kiedyś grzane wino, ale to było jakieś sto lat temu. Namieszałam w kociołku i teraz się raczę napojem. Miód miałam w domu i dodałam jeszcze sok z malin, a kto mi zabroni. Efekt? Za dużo przypraw... Chyba przesadziłam, ale da się wypić. Mam jeszcze jakieś 3/ 4 kufla ;)
Jakiś serniczek się zaplątał. Chyba mama M. postanowiła nam osłodzić życie. Sernik dla mnie to już wyższa szkoła wtajemniczenia ;)
:)
Do pracy znajomy przyniósł mi książkę... W rozmowie wyszło, że obydwoje uwielbiamy czytać. Ja mu pożyczyłam jedną z moich Kinga, a on mi o Pileckim. Jest to rozmowa z synem Witolda Pileckiego. Sam Witold był żołnierzem. Walczył w II wojnie światowej... Dobrowolnie został umieszczony w Aushwitz, bohater wojenny... We wrześniu premierę miał film o Pileckim. Ja jestem w połowie czytania. Nigdy wcześniej nie słyszałam o nim. Jestem wstrząśnięta... Wstrząśnięta komuną, sowietami... Nie wiem czy dam radę skończyć tą książkę... Na pewno nie w pracy, bo wymaga skupienia... I ciszy...
Magadalena88