środa, 18 marca 2015

Wszystko na raz....

Ale miałam dzisiaj dzień... Zaczął się piękną pogodą... Później już było tylko gorzej... Kłótnia z mamą... Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze... I się ścięłyśmy... Jednak ja i tak pewne rzeczy przemilczałam... Nie chciałam jej tak do końca dopierdalać... Ale może właśnie powinnam przestać milczeć... Ehh...Wiem, że na kilka tygodni zapomnimy o sprawie, aż do następnego razu... I przez to cały dzień był do bani... :( Nie lubię się z nią kłócić... Nie lubię tego milczenia między nami. Chociaż i tak ja zawsze pierwsza wybucham... I pierwsza także przechodzę do porządku dziennego... Tylko czasami chciałabym aby moja mama zobaczyła, że mi za darmo nikt nic nie daje... 


Poza tym M. ma także problemy w pracy... Wszystko na raz... Ale u nas to zawsze nieszczęścia parami... Tylko, że od jakiegoś czasu cały czas jest pod górkę... Wiem, że ten czas minie... Zresztą wiele zależy od nas samych... M. musiał w końcu przestać milczeć i otworzył gębę, bo inaczej cały czas mieliby go za gówniarza, który nic nie wie... Tak samo ja muszę rozmówić się mamą. Tylko najpierw muszę to przemyśleć, bo inaczej nadal będę darła moją japę....  Tak muszę się przespać z tym wszystkim... 

No i mam dość przesilenia... Za kilka dni początek wiosny... I mam nadzieję, że wraz z końcem marca pogoda się unormuje... Dzisiaj było piękne słońce, ale wiał mroźny, nieprzyjemny wiatr... A ja pojechałam z cioteczką posprzątać groby. A że głupie jesteśmy, bo przecież świat się jutro nie kończy i można to było zrobić za tydzień albo pojutrze. Matko, w każdy inny dzień mniej wietrzny... Ale nie, my musiałyśmy dzisiaj... Na tym wypizdowie... I już mnie w gardle drapie... A dopiero co odstawiłam leki... Najadłam się witamin i do łóżka... 

Tęsknię za słonecznymi, ciepłymi dniami. I powtarzam sobie, że muszę się więcej ruszać na świeżym powietrzu. Na początek trzeba posprzątać na podwórku po zimie... No i gdzieś tak leżą moje kije... Mam nadzieję, że jak już spędzę więcej czasu na słońcu to bardziej będzie mi się chciało cokolwiek.... Bo na razie to  mnie wszystko przygnębia... 

Magadalena8

niedziela, 15 marca 2015

M. pojechał dzisiaj. Jeszcze jest w drodze... Te dwa wieczory uświadomiły mi jak bardzo za nim tęskniłam... Sama się zaskoczyłam...W końcu nie jesteśmy ze sobą kilka miesięcy tylko lata całe. A mi go brakuje jak nastolatce... wszystko się zmienia. Łącznie z uczuciem. Są teraz inne problemy. Inne radości. Zresztą ja cały czas przeżywam, że mija 10 lat naszego związku... Może dlatego tak to rozkładam na czynniki pierwsze... I doszukuje się w naszym związku tych dobrych stron. Złych nie brakuje także, ale skupiam się na plusach :)

A u nas znowu chorobowo... Krzyś wstał rano taki niemrawy... Ja pojechałam do pracy. A o 12 M. zadzwonił, że Krzchu narzeka na ucho... I spędzili ponad dwie godziny na pogotowiu... Krzyś dostał antybiotyk, krople do ucha. W aptece nie było już tego leku to M. kupił zamiennik... Na dyżurze był ginekolog to nie powinno nikogo dziwić, że w aptece zabrakło leku. Pewnie wszyscy co zawitali dzisiaj na SOR go dostali... I za trzy dni doradził zgłoszenie się do lekarza rodzinnego... Nie mam sił do tego wszystkiego... Mam wrażenie, że ucho raz do roku musi Krzysia boleć... Nie wiem czy dobrze zrobiłam podając mu antybiotyk, bo nic konkretnego nie powiedział... Może nurofen by wystarczył... Teraz już zasnął. A i znowu nic nie chce jeść... Na jakąkolwiek propozycje jedzenia od razu boli go brzuch... Ehh...

Magadalena8

piątek, 13 marca 2015

Niespodzianka :)

Wczoraj M. zrobił nam niespodziankę i przyjechał na kilka dni do domu :)) Ale się ucieszyliśmy z Krzysiem :)) Nie spodziewałam się, a nic mi nie powiedział. Ale może to i lepiej, bo denerwowałabym się przez całą ich drogę powrotną... Niestety mają tam jeszcze sporo pracy i będą musieli wrócić na około dwa tygodnie... 

Jutro mam wolne i będę się cieszyć obecnością męża :))

Magadalena8

wtorek, 10 marca 2015

Ostatni wpis skończyłam słowami ciekawe co jutro? 
Gdybym tylko wiedziała co przyniesie nowy dzień... A przyniósł okropny ból gardła... No masakra... Nie mogłam przełknąć śliny, nic powiedzieć... A wszystko przez piwo... Przez napój, który uwielbiam. Kupiłam sobie wracając do domu, bo uznałam, że mi się należy chwila relaksu po ciężkim dniu... Teściowej chciałam zrobić grzańca. I ja durnowata wypiłam zimne piwko... Jakie, że ono było dobre... I mam zawalone migdały, antybiotyk na 10 dni... Stosuje przeróżne specyfiki do gardła, ale już boli mniej... A pogoda jest cudowna... Słońce świeci, poranki nie są już tak mroźne. Czuć już wiosnę, bociany przyleciały :) I pogoda jest cudownie zdradliwa... Nie cierpię marca... Niby już wiosna. A jeszcze zimowo.... 

Magadalena8
Mama Krzysia

sobota, 7 marca 2015

Pech...

Czy ja już pisałam, że nieszczęścia chodzą parania.... Albo może czwórkami, albo szóstkami... Dzisiaj miałam stłuczkę....  Nikomu nic się nie stało na szczęście... Płakałam jak bóbr nad tym nieszczęsnym autem... A  wszystko przez zdenerwowanie i pośpiech... Zasnęłam rano do pracy i to pewnie był pierwszy pech dzisiaj... Kiedy wsiadłam do auta to była już 8. Ja już od jakiś 10 minut powinnam być w sklepie, a nie na podwórku pod domem... Więc podrapałam szyby, wsiadłam, zaczęłam wycofywać i łubudu...  Uderzyłam w faceta... Moja wina... Nie porozglądałam się ... W tamtym momencie myślałam tylko o tym, że się spóźnię do pracy... I popatrzyłam tylko w prawo... Już nigdy nie ruszę zanim nie obejrzę się w dwie strony. Mam nauczkę do końca życia... Na szczęście tylko facet wgniótł mi drzwi... A on sam porysował tylko zderzak. Ale to pokryje ubezpieczenie. Drzwi już są zmienione. Mamy takiego dobrego znajomego, który zna się trochę na autach i można na niego zawsze liczyć. Więc poświęcił swój czas i zrobił co należy. A mi nerwy trochę odpuściły dopiero o 11.30 i mogłam coś przełknąć.. Straszna nerwówka... Ale dzień już się skończył... Ciekawe co jutro?

Magadalena8

środa, 4 marca 2015

Jest!

O 16.35 urodziła się nasza dziewczynka :)) 
Nie mogę napisać maleństwo, bo to nie przystoi :) 
4150 g i 60 cm :)) 
Babiszon fest :))) Dostała 10 punktów. Siostra szczęśliwa, że się już rozwiązała. Szwagier zadowolony i po raz kolejny spisał się na medal wspierając moją siostrę przy porodzie :)

A u nas brak apetytu... Krzyś ma katar i został w domu. A po tej nieszczęsnej grypie brzusznej (czy co to było) nie chce nic jeść... Jego zachowanie doprowadza mnie do szału... Nie daje sobie nic wytłumaczyć. Mama M. staje na głowie żeby go kulinarnie zadowolić... A on na widok jedzenia od razu mówi, że brzuch go boli... Kupiłam dzisiaj tran, może to wzmocni odporność i apetyt. Na razie jadłby tylko drożdżówki i bułki z masłem... Na szczęście dużo pije... Blady jest jak ściana, a z takimi workami pod oczami mógłby zagrać główną rolę w horrorze... 

Magadalena8

poniedziałek, 2 marca 2015

W zeszłym tygodniu było czuć już wiosnę. A dzisiaj znowu zimę czuć... Masakra... Wieje nieprzyjemny wiatr...  Ale, ale byłam dzisiaj w domu. Miałam wolne. I musiałam trochę w piecu rozpalić, bo za cały tydzień niepalenia w murach zrobiło się bardzo zimno. Fakt, że mrozów już nie ma, ale jeszcze dobre półtora miesiąca palenia w  piecu i ogrzewania domu. Moja mama na razie jeszcze nie wraca, bo siostra nadal 2w1 i nic się nie zapowiada na zmianę...  Dlatego muszę choć co dwa dni teraz przepalić w piecu, bo później będzie ciężko nagrzać te straszne mury... No i jeszcze kwiaty. Moja mama zgromadziła niezłą kolekcje. I tak jak podlewałam kwiaty w domu zauważyłam śnieżyczki w ogródeczku. Jakże ucieszyło się moje serducho na ten zwiastun wiosny :)) Nie mogę się już doczekać tych ciepłych, wiosennych dni. Wiem, że będę wtedy dłużej w pracy, ale to nic. Ważne aby dzień już był naprawdę dłuugi i ciepły. I aby mój syn przestał w końcu smarkać i kichać. Bo myślę, że z nastaniem wiosny już te choroby dadzą nam spokój. A tymczasem trzeba jeszcze przeczekać kilka dni w tej paskudnej pogodzie...

Magadalena8